sobota, 29 sierpnia 2015

Festiwal Food Trucków oczami i smakiem Ewy i Krystiana :)

"ŻARCIE NA KÓŁKACH" 
czyli rowerowanie po Food Truckach

Pełny skład Food Trucków zrobił na nas duże wrażenie. Do wyboru do koloru... Dla pasjonatów i amatorów...Sushi, burgery, pizza, zapiekanki, grill, makarony, pasty, kuchnia meksykańska, kuchnia francuska. Lody, kawa, owoce w czekoladzie, napoje-nieocenione w upały pyszne lemoniady i beer :)
"Żarcie na kółkach" na warszawskim Stadionie Narodowym to podobno najlepsza gastronomia mobilna w Polsce!

Zobaczcie jak było:

Kto degustował? KRYSTIAN
Co jadł? BURITO-tortilla, mielona wołowina, kukurydza, fasola, cebula, pomidory, czosnek
Cena: 20 zł
Ocena smaku: 4 kółka

Kto degustował? EWA
Co jadła? MAKARON-z grzybami leśnymi, boczkiem i śmietaną, z dodatkiem parmezanu i prażonych pestek dyni
Cena:16 zł
Ocena smaku:4 kółka
Najedzeni, napici  i zadowoleni...pojechaliśmy dalej!

                                                                                                                Pozdrowienia smakosze :*

Festiwal Food Trucków oczami i smakiem Renaty i Pawła R.

Uwielbiamy food trucki!
Przy każdej okazji - mniejszej lub  większej imprezy tego typu - staramy się być i testować nowe smaki.
I uwielbiamy burgery!
No dobra, ja uwielbiam bardziej ;)

Całkiem naturalne zatem było, iż postanowiłam namówić naszych nowych rowerowych znajomych na popołudniową wycieczkę na tegoroczne Żarcie na kółkach. Zresztą my sami często jesteśmy Nażarci na kółkach, więc nie mogło, no nie mogło nas tam zabraknąć.

Tym razem postanowiliśmy spróbować burgera zeszłorocznego zwycięzcy, czyli Kill Grill Burger & Sandwich Bar. Rok temu byliśmy absolutnie zachwyceni truckiem car city burger, który na festiwalu zajął trzecie miejsce i który - ku naszej niemalże rozpaczy - zakończył swoją gastronomiczną działalność w styczniu tego roku. Robili najlepsze burgery świata - serio, serio. Nazywały się Kara Doquro i były piekielnie ostre - zawsze zamawiałam dodatkową habanero :)
Ale wróćmy do naszego burgera - obydwoje wybraliśmy The Best Kill Grill Burger - wołowinie towarzyszył kozi ser, rukola, czerwona karmelizowana cebulka i autorski sos na bazie czerwonego wina. Jeśli uważnie czytacie bloga, wiecie już, że to moje smaki ;) No ale na tym euforia się kończy.
Najmniej udana okazała się bułka - zimna i wysuszona; gdzieniegdzie przeszła na wylot sosem przypominając rozmoczony papier. No niefajnie.
No i sos - rzadki i w takiej ilości, że ściekał jak szalony. Do tego elementy składowe burgera rozsypywały się we wszystkie strony świata, przez co zjedzenie tego smakołyku wymagało nie lada ekwilibrystyki. A te wszystkie atrakcje za 26 złotych.
Został lekki niedosyt, jeszcze bym się czymś dożarła :)
Paweł polecił mi trucka Gold Digger - kiedyś próbował i rekomendował. Wzięliśmy zatem burgera klasycznego z serem na pół. I nie wiem, jak to jest możliwe, ale smak wołowiny kompletnie odbiegał od smaku wołowiny z Kill Grill'a. Był zupełnie inny, ale naprawdę smakowity.
Dużym bonusem w złotym trucku był brak kolejki :)
No tak, kolejki - największy minus takich imprez. Dlatego z Pawłem (w końcu razem na dobre i na złe) dzielimy się także kolejkami. Kiedy on odstał swoje 20 minut po best burgera, który finalnie bestem nie był, jak równocześnie odstałam swoje 20 minut po lemoniadę. Fresh Bike oferuje przepyszną lemoniadę na cukrze trzcinowym, wzbogaconą o świeży imbir (obok oczywistej cytryny z miętą) w dość akceptowalnej cenie - 7 złotych. Lemoniada do burgera musi być!

Jakie wnioski z tej przygody? Sławek napisał "nie wszystko złoto, co się świeci" - tym razem złoto się zaświeciło i to Gold Digger - mimo wyraźnie mniejszego burgera - bardziej nas uwiódł smakiem.

A poza tym... nadal będziemy poszukiwać smaku, który dorówna sztuce burgerowania chłopaków z car city burger. Byli najlepsi, choćby nie wiem, co!

Festiwal Food Trucków oczami i smakiem Sławka

Moje doznania z festiwalu Food Trucków...

Ok. 80 food tracków zaparkowanych na błoniach Stadionu Narodowego, co wybrać, co przetestować przecież jestem w stanie tylko spróbować jednego burgera czyli musi być to dobry wybór, ale jak to zrobić???

Idę aleją, tłum ludzi, przypatruję się menu, przypatruje się ludziom co jedzą i jak wyglądają ich potrawy. Dochodzę do końca alei, przy jednym z food tracków jakoś więcej ludzi, podchodzę bliżej a tam na samochodzie naklejka informująca, że jest to zwycięzca z festiwalu z 2014 roku, no dobra to mam pewniaka czyli Kill Grill
Sprawdzam menu a tam 6 różnych burgerów do wyboru. Wytypowałem Burgera Madera czyli wołowina z chutneyem cebulowym (mniam...), pieczoną papryką, serem pleśniowym i przyprawy oraz zioła. Cena 20 zł za burgera bez dodatków typu frytki czyli liczę na dość sporą "bułę".
Pozycja nr. 1 z zeszłego roku do czegoś zobowiązuje to i klientów sporo. Czekam ok. 20 min.
W końcu Pani krzyczy "numer 30", jest, nareszcie odbieram swoje zamówienie.
Pierwsze odczucie - wielkość nie powala jak na 20 zł.




Miejsc brak na spożycie posiłku, więc pozostaje pobliski trawnik.
Wgryzam się i...sucha bułka, co jest, bułka prawie zimna i sucha, czy jest stara czy źle przechowywana. Duuuży minus.
Mięso już lepsze, wołowina półkrwista, dobrze przyprawiona, chutney i ser pleśniowy dopełniają kompozycji smakowej ale papryki nie znalazłem.
Niestety po zjedzeniu czułem pewien niedosyt, zabrakło 3-4 kęsów do pełni szczęścia, przy tej cenie mógłby być większy.
Ruszam więc ponownie w potok ludzi w poszukiwaniu czegoś małego na ząb, drugiego burgera już nie zmieszczę.
Moją uwagę przykuwa Los Santos
Przekąski, tapasy czyli o to mi chodziło.
Wybieram bałkańskie cevapcici, małą porcję 100g z 3 szaszłykami, cena 13 zł - mielona wołowina, intensywnie doprawiona wieloma ziołami i przyprawami, średnio ostra. Podawana z sosem lutenica (pikantny sos na bazie warzyw i pomidorów). To był dużo lepszy wybór i teraz czuję się najedzony.

Reasumując "nie wszystko złoto co się świeci"...Kill Grill jako numer 1 z zeszłego roku nie zachwycił mnie, nie wiem czy to przez ten rok opuścili standardy czy jest jakiś inny powód, na pewno nie powróciłbym do niego jadałem już dużo lepsze burgery i to za mniejsze pieniądze natomiast w Los Santos chętnie bym popróbował jeszcze innych specjałów.

Festiwal Food Trucków oczami i smakiem Agnieszki

No dobra pora opisać swoje doznania kulinarne z sobotniej wycieczki na Festiwal Food Trucków.

Było bardzo tłumnie i ciężko było się zdecydować "u kogo zjeść".  Pomyślałam skoro jest to już kolejna tura festiwalu to spróbowałabym burgera u zwycięzcy z poprzedniego roku Kill Grill Burger & Sandwich Bar i zobaczyła czy faktycznie jest taki świetny. Chyba musiał być świetny skoro jury to ich wskazało na zwycięzcę.
Sławku mam nadzieję, że się nie obrazisz ale pożyczam twoje zdjęcie :)


Po zerknięciu na Menu i jakie mają w swojej ofercie rodzaje burgerów zdecydowałam się na klasycznego ponieważ albo mi nie pasował ser pleśniowy albo inne dodatki (nie jadam wszystkiego
i potrafię najpierw wygrzebywać z potrawy te składniki, które mi nie pasują a potem dopiero biorę się za jedzenie)  

Kolejka była ogromna, ponad 20 min oczekiwania. 
Ceny burgerów od 17 zł za klasycznego do nawet 30 zł z różnego rodzaju "ekskluzywnymi " i czasami dziwnie brzmiącymi dodatkami.

Po odebraniu długo oczekiwanego burgera w super zachwalającym go opakowaniu





 i wyjęciu go z kartonika strasznie mnie zirytowało  to, że cały papierek był zamoknięty jakimś sosem i musiałam jeść ostrożnie aby się nie zachlapać.

  • Bułka..... no to była jakaś masakra, zimna, twarda sucha.
  • Mięso.... za suche i jak dla mnie w smaku "bezpłciowe" :) no ale koleżanki i koledzy powiedzieli, że takie mięso ma być :). Byłoby lepsze gdyby była odrobinka soli (tylko nie myślcie, że lubię solone rzeczy bo tak nie jest, w domu sól jest używana w minimalnych ilościach - frytek nie solę ). 

To był mój drugi  prawdziwy burger w życiu. Pierwszy raz jadłam burgera na jednej z naszych wycieczek na Puławskiej w Warburgerze i naprawdę był on dużo lepszy. No oczywiście pomijając "hamburgery" z Mc Donald ale to "inna liga".
  • Warzywa... świeże, sałata chrupiąca i w dużej ilości
  • Sosy... aż za dużo wyciekające z bułki

Po zjedzeniu go pomimo, że pora obiadowa była, a rano lekkie śniadanko tylko zjadłam nadal czułam się głodna....no i co ? 
......poszłam po drugiego burgera ale tym razem do "innego" trucka. 
Już się nie sugerowałam czołowymi wynikami z zeszłego roku tylko z polecenia :). 
Wybór padł na Gold Digger Food Truck.


I to był strzał w dziesiątkę :). Oczywiście wzięłam również klasycznego burgera. Poprosiłam Pana tylko aby nie dokładał mi cebuli bo nie lubię.
Ceny przystępne od 14 zł do 19 zł.
Czas oczekiwania 10 min. Chusteczki postawione w widocznym miejscu :)


No i teraz najważniejsze podsumowanie burgera nr 2:
  • bułka... ciepła i chrupiąca
  • mięso ... pyszne, soczyste, delikatny smak (może była odrobina soli :) )
  • warzywa ... ubogo, ale świeże
  • sosy ... w sam raz, smaczne
Burger również był mały gdybym, go zjadła jako pierwszego to również bym i po nim była nienasycona.

Zwycięzca z zeszłego roku nie powalił swoim burgerem i drugi raz już nie skorzystam z ich oferty.
Na następny festiwal pewnie też się wybierzemy a w międzyczasie "potestujemy" inne smaki w środowe wieczorne rowerowania. 

Wycieczka nr 12: Żarcie na kółkach -Festiwal Food Trucków

Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

"Życie jest jak jazda na rowerze. Żeby utrzymać równowagę, musisz się poruszać naprzód."

Na zakończenie ostatniej wycieczki w środę, Renata rzuca propozycję złamania trochę schematu i zorganizowanie wycieczki w sobotę, ale dlaczego...bo stworzyliśmy super grupę, bo bardzo dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, bo kochamy jazdę na rowerze, bo uwielbiamy poznawać nowe smaki, a w sobotę akurat jest...zlot Food Trucków na błoniach Stadionu Narodowego, czy może nas tam zabraknąć jako Rowerowych Smakoszy - OCZYWIŚCIE, ŻE NIE !!!

Umawiamy się na sobotę na godz. 14, kto może niech przyjeżdża lub spróbuje zmienić swoje plany.
I w taki to sposób zbiera się grupa 8 osób.



Ruszamy jako nieformalne i tajemne jury, nasze opinie na pewno będą bardziej obiektywne bo ONI się nas nie spodziewają, ha, ha, ha...

Ruszamy wzdłuż ulicy Toruńskiej, Odrowąża do ronda Żaba później do mostu Gdańskiego gdzie zjeżdżamy nad Wisłę i po ok. 16 km docieramy do Stadionu Narodowego.

Na błoniach Stadionu tłum ludzi, nie da się jechać rowerem, więc przypinamy rowery do ogrodzenia (parking dla samochodów był ale po co organizator ma robić dla rowerów przecież rowerzyści u nas są tak mało popularni i tylko przeszkadzają kierowcom na drogach, taka mała dygresja).


Ruszamy wzdłuż alei gdzie stoją food trucki (podobno ma być ich 80), patrzymy co oferują, jakie ceny. Oferta jest duża - burgery z wołowiny, burgery z dziczyzny, mnóstwo dodatków do burgerów, kuchnia włoska, hiszpańskie tapasy, belgijskie frytki, zapiekanki, hot-dogi, ciasta, pieczone batony???, nawet smakołyki z Jamajki, słodkości na patyku, lody, lemoniada i wiele, wiele innych...

Tłoczno było ... ale daliśmy radę.



Każdy wybiera różne burgery, różne kuchnie, jakieś napoje, przekąski, dlatego tutaj nie będzie opisów testowanych potraw tylko każdy w kolejnych postach opisze swoje doznania kulinarne.
Zapraszamy do lektury tych postów.

Po spróbowaniu kilku potraw, najedzeni stwierdzamy, że przydałaby się...drzemka :)

Ruszamy do pobliskiego sklepu gdzie kupujemy napoje izotoniczne dla wzmocnienia i zjeżdżamy na plażę nad Wisłę a tam robimy sobie 20 min. sjestę, tego nam brakowało :)



Wracamy szlakiem wzdłuż Wisły aż do trasy Toruńskiej czyli mostu Grota-Roweckiego.
Odkrywamy nowy szlak który nazywa się szlakiem Golędzinowskim. Trasa super. Z lewej strony rzeka, po prawej łąki i drzewa, a później już wzdłuż trasy Toruńskiej do końca. W sumie zrobiliśmy ok. 33 km.


Na pożegnanie i podsumowanie świetnie spędzonego dnia  lądujemy w pubie Volta kończąc dzbankiem izotonika :)



Zapraszamy w środę.

PS.

Marcin, cytat dla Ciebie:
" Niewiele osób zdaje sobie sprawę,
 że zmieniając wysokość siodełka zaledwie o kilka centymetrów,
 zmienia się praca każdego mięśnia, który jest odpowiedzialny za pedałowanie."



środa, 26 sierpnia 2015

Wycieczka nr 11: Bar nad Stawem -Tarchomin


Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

Kolejna środa, więc - "Może byś tak Damian wpadł popedałować"...

Polecam, fajny kawałek Lecha Janerki dla rowerzystów - https://www.youtube.com/watch?v=R0jpIzJy2VY

No dobra, do rzeczy, dzisiejszym celem jest "Smażalnia Ryb - Bar nad stawem na warszawskim Tarchominie
No to ruszamy, ekipa jak zwykle dopisała, wszyscy mają wyśmienite humory.



Trasę pokonujemy po Zielonej Białołęce, Białołęka Dworska, Dąbrówka Szlachecka, staramy się wybierać jak najmniej ruchliwe drogi, przejeżdżamy obok oczyszczalni Czajka (nie śmierdzi...), Mehoffera, przez Fort Pionek i już jesteśmy na miejscu po przejechaniu 14 km.

Teren smażalni wygląda ładnie i na zadbany - dużo zieleni, boisko do siatkówki, plac zabaw dla dzieci, dużo stolików na zewnątrz i...jak nazwa wskazuje jest staw nad którym jest urokliwy pomost ze stolikami. Teren robi wrażenie i na pewno zasługuje na uznanie.



Zamawiamy różne potrawy przy barze gdzie zamówienia przyjmują 2 osoby – zupa rybna, dorsz (nie starczyło dla wszystkich bo się skończył), sandacz (nie starczyło dla wszystkich bo się skończył), halibut (nie starczyło dla wszystkich bo się skończył)…do tego frytki, surówki.
Ceny na poziomie - zupa rybna 9 zł, najdroższy sandacz 10 zł za 100g, dodatki po ok. 5 zł.
Mimo nazwy lokalu w karcie są również dania mięsne z grilla.
Każdy dostaje brzęcząco-świetlny przywoływacz czyli jak nasza potrawa jest gotowa to urządzenie na stoliku zaczyna świecić i brzęczeć co oznacza, że możemy sobie sami odebrać danie przy barze - samoobsługa.


Wybieramy stoliki na zewnątrz i czekamy na zamówienie - średnio ok 20 min, najdłużej czekaliśmy na halibuta czyli niestety część już zjadła a ostatni dopiero odbierali zamówienia.



Włącza się pierwsze urządzenie, pierwsze potrawy gotowe czyli zupa rybna.
Odbieramy i...plastikowe miski, plastikowe sztućce!!! a tak zapowiadało się dobrze.
Zanurzamy plastikowe łyżki w zupie, jakoś to smakuje rybą, ale...GDZIE SĄ KAWAŁKI RYBY !!!, niestety z tych co jedli zupę nikt nie znalazł ani kawałka ryby ale za to jaka niespodzianka, w zupie była jakaś kasza, pęczak??? pierwszy raz jadłem taką zupę, dobry wypełniacz na i tak małą porcję. Zupy nie polecamy.
Zaczynają brzęczeć kolejne urządzenia, odbierają smażoną rybę też niestety na plastikowych talerzach i z plastikowymi sztućcami.


Ryba jest już smaczniejsza, dobrze wysmażona, frytki i surówki smaczne.

Niestety, jedzenie z "plastikowej zastawy" obniża poziom tak dobrze zapowiadającego się lokalu a i niektóre potrawy jak wspomniana zupa rybna pozostawiają wiele do życzenia.
Może jakaś rewolucja kulinarna temu lokalowi by się przydała.

Minusem również było oświetlenie tzn. jego brak. Po wielokrotnych prośbach zostało włączone ale to tak jakby go nie było. Musieliśmy szybko kończyć jeść bo właściciele dawali nam "delikatnie do zrozumienia" opuszczając rolety, że imprezy czas koniec :(.

My nie polecamy tego lokalu i na pewno tam nie powrócimy.

Wracamy prawie taką samą trasą. Na licznikach 28 km.


Do zobaczenia w kolejnych smakach.

OCENA:

                                                                                        
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
2 kółka
Wielkość porcji
3 kółka
Jakość i smak potraw
2 kółka
Ceny
4 kółka



środa, 19 sierpnia 2015

Wycieczka nr 10: Kobiałka -Rembelszczyzna -Józefów -Kąty Węgierskie -Michałów Grabina -Okrągła


Ahoj Rowerowi Smakosze !!!



Dzisiaj mamy malutką rocznicę tzn. 10 wspólną wycieczkę rowerową :)

W związku z tym Renata i Paweł proponują zakosztować dzisiaj własnych, prostych smaków czyli...zapraszają na grilla do własnego ogródka, a że lato chyli się ku końcowi a co za tym idzie i sezon grillowy również to zaproszenie jak najbardziej przyjmują wszyscy Rowerowi Smakosze :)

Ale za nim uczcimy naszą rocznicę to żeby tradycji stało się zadość musimy trochę "porowerować" kolokwialnie mówiąc.



Ruszamy w trasę po Zielonej Białołęce i okolicznych miejscowościach, udzielił się chyba dzisiaj trochę rocznicowy nastrój, ponieważ każdy jedzie swoim tempem, co chwila trzeba zwalniać, co chwila jakiś postój, za każdym razem kto inny prowadzi ale zazwyczaj jest to dzisiaj Kasia ??? Brawo Kasia !!!


I tak w takich warunkach pokonujemy ok. 25 km i docieramy na miejsce.

Dziewczyny jadą zrobić zakupy a Panowie będą pilnować ognia - jakie to pierwotne :)

Dostarczają pełne siaty zakupów czyli czas zacząć.
Smaki wszystkim znane ale jakie wyborne - kiełbasa z grilla z musztardą, ketchupem czy z pomidorami z cebulką, pieczone ziemniaki z masłem czosnkowym, pyszna lemoniada nie wspominając o wafelkach itp.


Renata proponuje ostry sos paprykowy do kiełbasy który podobno wypala wnętrzności a jak na Rowerowych Smakoszy przystało, musimy go spróbować i...rzeczywiście wypala wnętrzności, a przez najbliższe 0,5 godziny każdy gasi ogień tym co ma pod ręką, ajć...
Uzupełnialiśmy elektrolity napojami "izotonicznymi"



Dzisiaj blisko do domu także rocznica trochę się przedłużyła :)



Renato, Pawle dziękujemy za wspaniałe zorganizowanie naszej wspólnej 10 rocznicy !!!

Do zobaczenia w kolejnych, nowych smakach...

środa, 12 sierpnia 2015

Wycieczka nr 9: Puławska -rowery na burgery

Ahoj Rowerowi Smakosze!

Środa, środa, dzień... rowera na burgera:)
Jak co tydzień i dziś spotkaliśmy się w 3Pokojach z Kuchnią na wspólne rowerowanie i degustowanie.


 Trasa z pozoru miała być szybka, łatwa i przyjemna: najpierw wzdłuż Trasy Toruńskiej, przez Bródno do Mostu Gdańskiego i dalej po lewej stronie Wisły wzdłuż rzeki, potem Gagarina, przez Park Morskie Oko, aż do Puławskiej - prosto do Warburgera. Pierwsze trudności napotkaliśmy na nowo oddanych bulwarach nad Wisłą - tłumy ludzi zbierających się w coraz większe grupy nie pomagały nam w sprawnym przemieszczaniu się. W końcu atrakcją dzisiejszej nocy mają być spadające perseidy :)
Uff, udało się, przedarliśmy się przez tłum, śmignęliśmy Czerniakowską, Gagarina, jeszcze tylko zakręcony kawałeczek pod górkę i oto jest i on - Warburger.


Warburger wygląda dość skromnie - klimatyczna, nieduża budka i kilka stolików na zewnątrz - ale czegóż więcej nam trzeba?
Mój wybór padł na Dzikakrowa burger (do wołowinki dodany kozi ser, karmelizowana cebulka i wiśnia, zdecydowanie moje smaki!). Wołowina idealnie wysmażona, kompozycja smakowa bez zarzutu no i świetna bułka.





A do tego domowa lemoniada. I super bonus na stolikach - mokre i suche chusteczki - każdy burgerożerca wie, o co chodzi :)
Czy ten wieczór mógłby być lepszy?

No cóż... środa, środa to też dzień... loda:)
Po dobrej lemoniadce i jeszcze lepszym burgerze deser musi być!
Nieopodal Warburgera znajduje się lodziarnia Limoni - jakiż wybór smaków! Łatwo nie było - najchętniej spróbowałoby się każdego a tu już brzuszek po burgerze całkiem pełny - ale w końcu zapadła decyzja - likier Baileys. Tylko jedno słowo przychodzi mi na myśl - pyszotka!

Dzisiejsza wyżerka była wyjątkowo udana, nieco mniej radośnie wygląda to od strony ekonomicznej:
Warburger: porządny kawał wołowiny w wykwintnej kompozycji z kozim serem to 26 złotych, do tego lemoniada 9 złotych - jak na lemoniadę trzeba przyznać - jest to dość wysoka cena.
Limoni: jedna gałka absolutnie przepysznych lodów w waflu - 5 złotych.

Nieuchronnie nadeszła pora powrotu - noc już ciemna, podświetlenie mostów wyłączone, nad Wisłą ludzi tyle, że mamy wrażenie, że przyjechało tu dziś całe mazowieckie, chwilami prowadzimy rowery obok siebie, perseidy spadają, wnosimy rowery po schodach, perseidy spadają, wsiadamy na rowery, perseidy spadają, chodnikiem nie pojedziemy, bo tłum ludzi, perseidy spadają, ludzi coraz więcej, perseidy spadają, zjeżdżamy na ulicę i po chwili... stajemy w korku na rowerach. Tego nie przewidzieliśmy;)

Łatwo nie było, ale w końcu przedarliśmy się przez ten cały tłum i niemal z prędkością światła dotarliśmy do celu ostatecznego - pubu Corner z napojami izotonicznymi dla rowerzystów.
A na licznikach 42 kilometry. Była moc!


Do zobaczenia za tydzień!

OCENA:

                                                                                           
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
4 kółka
Wielkość porcji
5 kółek
Jakość i smak potraw
4,5 kółka
Ceny
4 kółka







środa, 5 sierpnia 2015

Wycieczka nr 8: Grillowo na Tarchominie

Ahoj Rowerowi Smakosze!

Tydzień temu trochę przesadziliśmy - trasa długa i męcząca no i ceny niezbyt przyjazne. Zatem na dziś zaplanowaliśmy mało wymagającą przejażdżkę w połączeniu z nieco bardziej budżetowym żywieniem. Ale nie obawiajcie się - nie skończyliśmy na parkingu przed Biedronką z parówkami w łapkach :P
Startujemy tradycyjnie z 3Pokoi z Kuchnią. Jedziemy wzdłuż Trasy Toruńskiej, Marywilską, Płochocińską, Modlińską, Świderską, Światowida i w końcu wałem Wiślanym.

Z ciekawostek - bo pewnie niewielu z Was o tym wie - wał ten został zbudowany podczas drugiej wojny światowej rękami Żydów z obozu pracy, który prawdopodobnie znajdował się właśnie na Tarchominie. Szacuje się, że podczas prac przy usypywaniu wału życie straciło ok. 1200-1500 ludzi, których szczątki zostały - mówiąc wprost - zakopane w tymże wale.
Kiedy budowa wału została ukończona, obóz pracy został zlikwidowany a ludność żydowska, której udało się przeżyć, rozstrzelana lub wywieziona do getta.
Dziś na wale wiślanym mamy urokliwą trasę spacerową i rowerową, po której nie widać nawet cienia jej mrocznej historii.

A my z wału zjeżdżamy wprost do celu naszej dzisiejszej wyprawy.
Wodnik Szuwarek na Nowodworach - od razu się przyznam, że wracam do tego miejsca z dużym senstymentem - pamiętam czasy, kiedy w tym miejscu (a także większości jemu podobnych, dziś gęsto zabudowanych miejsc w okolicy) było puste pole. Pamiętam czasy, kiedy Wodnik Szuwarek nieśmiało otwierał się z kilkoma stolikami - trudno było przeoczyć ten proces, biorąc pod uwagę, że podobnych przybytków na Tarchominie czy Nowodworach było jak na lekarstwo.
Dlatego tym bardziej cieszy, kiedy obiekt - nie da się ukryć - sezonowy znakomicie prosperuje i niemal z roku na rok się coraz mocniej rozwija.
Ale dość wspominania, czas na rzetelną relację :)
Cały teren jest bardzo duży i znakomicie zagospodarowany - wygodnie przyjeżdża się na rowerze, jest wystarczająco miejsca między stolikami, żeby poustawiać swoje maszyny. Jest także spora część przeznaczona na plac zabaw dla najmłodszych. Całość utrzymana jest w surowej, drewnianej stylistyce, sprawiającej wrażenie raczej ciężkiej i dość topornej.
Menu - typowo, grillowo, nic zaskakującego - poprawnie.


Wybieramy - prawie wszyscy dużą kiełbasę (jest naprawdę duża!) z korniszonem, pieczywem, musztardą i ketchupem w zestawie - za 14 złotych, no i ja się oczywiście wyłamuję i zamawiam grillowanego camemberta:)
Jedzenie ok, ceny też ok. Dobre miejsce na spędzenie odrobiny czasu z rodziną czy przyjaciółmi na łonie natury przy przyzwoitym jedzeniu, bez ryzyka bankructwa. Miejsce bardzo poprawne, aczkolwiek kuchnia niewyszukana i bez fajerewerków. Można wpaść na kawał porządnej kiełbachy:)

Po kiełbasce rowerowało nam się znakomicie z powrotem Odkrytą, Ordonówny, Mehoffera, wiaduktem nad stacją PKP Choszczówka, i dalej koło aresztu, Hemara, Ostródzką, prostu do pubu Corner z wynikiem 30,5 km.


Do zobaczenia za tydzień!

OCENA:

      
Wystrój
5 kółek
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
4 kółka
Wielkość porcji
5 kółek
Jakość i smak potraw
4 kółka
Ceny
4 kółka