środa, 30 września 2015

Wycieczka nr 17: Made by Belgian czyli Friterie


Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

No to kolejna środa i niestety ostatni dzień miesiąca, z portfela wyziera czarna dziura i krzyczy: "Nakarm mnie!" A tu pensja będzie dopiero jutro.. No i co zrobić? Trzeba poszukać czegoś niskobudżetowego na dzisiaj do jedzenia.

Pomysł pada na frytki, ale nie tam jakieś zwykłe frytki tylko…belgijskie, takie teraz modne, popularne... i tania przekąska.

Szukamy więc, gdzie możemy spróbować takich frytek. Trafiamy na stronę niedużego lokalu w Centrum: napisali, że robią frytki  ze świeżych składników, dodatkowo mają burgery i tortille, więc nie ma co się dłużej zastanawiać tylko jedziemy do Friterie.
Startujemy z „3 pokoi z kuchnią”, pogoda już nas nie rozpieszcza, robi się coraz zimniej, na starcie dzisiaj tylko 5 osób, reszta…:"Zimno mi,nie jadę", "Jestem zmęczony i nie dam rady" itd. (Cieniasy ;-)!!!), no cóż -nie to nie-  trzon grupy jest, jedziemy.
Jedziemy naszą standardową trasą do ronda Żaba, most Gdański, rondo Radosława, ścieżką wzdłuż Jana Pawła II, później nową ścieżką wzdłuż Świętokrzyskiej, Marszałkowska i jesteśmy na miejscu.

Lokal - no dobrze - lokalik! - rzeczywiście bardzo mały i skromny. 




W środku bar, przy którym składamy zamówienia i 1 czy 2 stoliki oraz kilka krzesełek na zewnątrz, raczej trzeba go traktować głównie jako Take away.
Pierwsze nasze pytanie skąd biorą frytki? Pan mówi, że dowożą im świeże, od razu krojone frytki, nie używają mrożonych, no to zamawiamy! Bierzemy jeszcze tortillę z wołowiną i lemoniadę w butelce.



Ceny na przyzwoitym poziomie, małe frytki 250g – 5 zł, duże frytki 400g – 10 zł, tortilla – 12 zł.
Czas oczekiwania ok. 10 min.

Frytki duże, grube, smaczne, nie wyczuliśmy żeby były robione z mrożonek. Fajnie podane w koszyczkach wyłożonych serwetką. Porcją 400g można się naprawdę najeść. Szkoda tylko, że obsługa nie informuje, iż frytki są już solone, a że stały solniczki, to niektórzy zafundowali sobie podwójną porcję soli ;-)!



Tortilla również była smaczna, wołowina przypieczona na chrupko, sałaty, sos.



Wołowiny było bardzooooo dużo



 Z kurczakiem również była smaczna.



Jak na szybką przekąskę, lokal jest wart polecenia w kategorii cena / jakość.

Przed wyruszeniem w powrotną drogę, na rozgrzewkę, jeszcze popróbowaliśmy „kompociku” z czerwonej porzeczki własnej roboty (;-p!) Od razu lepiej i cieplej, można wracać!




Wracamy Marszałkowską, Kruczą, Mazowiecką (środa, a tu kolejki do klubów - Warszawa żyje nocą), Senatorską, Miodową przez most Gdański i dalej już standard, aż do Corner Pub.

Całość ok. 30 km.

Za tydzień zmieniamy nasz dzień rowerowy i teraz będzie to wtorek, dopóki pogoda pozwoli nam na rowerowanie.
Do zobaczenia za tydzień!

OCENA:


                                                                                        
Wystrój
2 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
4 kółka
Wielkość porcji
4 kółka
Jakość i smak potraw
4 kółka
Ceny
4 kółka

środa, 23 września 2015

Wycieczka nr 16: Słoneczne zakończenie lata, czyli hiszpańskie przysmaki w Sol y Sombra Tapas Bar

Ahoj Rowerowi Smakosze!
...a może raczej: Hola Rowerowi Amigos!

Wyjątkowo piękna, ciepła i słoneczna - jak na połowę września - środa musiała zostać zwieńczona tradycyjnym rowerowaniem.
Zbiórka - wiadomo - 3 Pokoje z kuchnią; start - 19:30 (wyjątkowo opóźniony); uczestnicy - dziewięcioro zdeterminowanych rowerowych amigos; plan - przygoda z hiszpańską kuchnią.
Wycieczka prowadziła wzdłuż Trasy Toruńskiej - nowo otwarta ścieżka rowerowa z milionem zjazdów i wjazdów po obu stronach mostu dała niektórym nieźle w kość; dalej wzdłuż Wisłostrady, Bednarską, Dobrą i (tu prawdziwe wyzwanie) Karową w górę aż do Krakowskiego Przedmieścia, przez Park Saski, do ulicy Grzybowskiej, prosto do Sol y Sombra.

Na miejscu pierwsze miłe zaskoczenie - stojak rowerowy. Wprawdzie tylko na pięć rowerów, ale powiedzmy sobie szczerze - nie ma drugiej takiej wymagającej grupy rowerzystów jak my, dlatego pięć miejsc parkingowych dla bicykli to naprawdę jest ok;)

Gości w lokalu tylu, że ledwo udało nam się zająć jakieś miejsce.



Szybko podjęliśmy decyzję, że idziemy w wybór przystawek.
Przemiła kelnerka (naprawdę miła - nawet śmiała się z naszych nieśmiesznych żartów;) ) pomogła nam dokonać (właściwego mamy nadzieję) wyboru:

- Plato de Embutido y Queso Manchego / talerz wędlin i sera Manchego (dobre!)


- Ciepłe pieczywko



- Calamares en la Masa / kalmary w cieście (bardzo dobre!)


- Chorizo al Sidra / chorrizo duszone w cydrze (bardzo dobre!)


- Parrillada de Verduras / grillowane warzywa (niezłe)


- Patatas Bravas / ziemniaki w sosie Brava (bardzo dobre!)


- Pimientos de Padrón / pieczone papryczki Padron (ja i Kaśka uważamy, że bardzo dobre, ale pozostali uznali, że słabe i za gorzkie:/ Kaśka potwierdzi - reszta się nie zna na dobrym jedzeniu:P)


- Tortilla Española / tortilla z ziemniakami i cebulą (niezłe)


W lokalu przewidziano miseczkę oliwek jako starter - bardzo miły bonus :)


I tak oto, po męczącej drodze, amigos rozpoczęli wyżerkę w hiszpańskim stylu.
Przysmaki znikały z talerzy w tempie błyskawicznym i zanim amigos się zorientowali, to było pozamiatane.


Niewiele myśląc, wszyscy postanowili nadwyrężyć założony budżet i tak oto na stół wjechały raz jeszcze, a nawet dwa razy jeszcze Patatas Bravas oraz:
- Gambas al Ajillo / krewetki w sosie czosnkowym (bardzo dobre!!!), które zostały pożarte w jakieś 5 sekund.
Niestety Agnieszka zanim zdążyła zrobić zdjęcie krewetki po prostu zniknęły z talerza :)


Ceny w restauracji dość przystępne - jest spory wybór przystawek, czy kanapek w rozsądnych cenach; można też zdecydować się na mniej budżetowe danie główne. Przy powyższym miksie przystawek średnio koszt dla jednej osoby kształtuje się w granicach 35,- pln. Z tego 11 polskich złotych to piwo z beczki. Wprawdzie hiszpańskie, ale jednak. No jakiś minusik musiałam znaleźć ;)

Droga powrotna była o tyle przyjemniejsza, że z górki a nie pod górkę. Tamką w dół naprawdę jedzie się super:) Potem był Most Świętokrzyski, ścieżka wzdłuż wybrzeża i tuż za mostem na ścieżce... stadko wyluzowanych, pasących się dzików z dziczkami mniejszymi. Sorry, ale z tych emocji nikt nie zrobił zdjęcia :(
Dalej wracaliśmy naszą stałą trasą przez Rondo Żaba, Odrowąża, Wysockiego i wzdłuż Trasy Toruńskiej, prosto do pubu Corner. Wynik: 33 km.



Do zobaczenia za tydzień! Chao!

OCENA:
                                                                                         
    
 Wystrój
 
  4 kółka
 Jakość obsługi i szybkość zamówienia
  5 kółek
 Wielkość porcji
  5 kółek
 Jakość i smak potraw
  5 kółek
 Ceny
  4 kółka



środa, 16 września 2015

Wycieczka nr 15: Nie ma cwaniaka nad Warszawiaka czyli Szynk Praski

Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

Środa, środunia, środuniunia...czyli czas rowerunia :)))

Dzisiaj w planie wycieczka na Pragę na Stalową. Chcemy zobaczyć co Prażanie robią wieczorami, posłuchać gwary warszawskiej i posmakować kuchni staropolskiej czyli wpadniemy do lokalu Szynk Praski

Jak to śpiewała Kapela Praska:

"Rzuć bracie blagę i chodź na Pragę
Weź grubą lagę, melonik tyż!
Zobaczysz w trawie dziewczynki nagie,
Każda na wagę ma to co wisz!
Byle łamagie i babe Jage
U nas się bierze pod żeberko i za kark
Więc podnieś flagie, weź na odwagie
I chodź na Pragę pod Luna Park."

Już pewnie wiecie skąd startujemy...no skąd?...no właśnie z pod "3pokoi z kuchnią" naszego ulubionego miejsca startu :)



Zastawa dziś się zebrała w ilości 7 osób, same morduchny.

Postanowiliśmy pojechać wzdłuż kanałku Bródnowskiego. Od ulicy Kondratowicza zaczyna się piękny deptak, oświetlony, liczne kładki, ławeczki i takie tam. Deptak ciągnie się prawie do ulicy Radzymińskiej. Warto się tędy przejechać lub pospacerować. A później już wzdłuż ulicy Radzymińskiej na Stalową.

Dotarliśmy...




Rydwany zaparkowane w miarę możliwości...


Na zewnątrz tylko dwa stoliki, nie ma możliwości wystawienia więcej bo wąskie chodniki i nie byłoby przejścia. Ale dajemy radę :) 


Wchodzimy do lokalu a tam rejwach jakby jaki jubel był, na stołach napełnione partytury.
Lokal ciepły i klimatyczny, na ścianach jakieś landszafty.



Starszy przynosi kartę dań...


Kilka stron, dania kuchni staropolskiej i nie tylko, wyszukane nazwy dań jak "pipki gęsie...", "czarny fiut..." (niestety czarnych dydochów nie było :))) oraz obszerna lista piw z przewagą na czeskie tak po warszawsku :), szczególnie zainteresowało nas piwo z niezwykłą ceną...



Jak po warszawsku to po warszawsku wybieramy pyzy w słoiku jak jeden mąż tylko jedna osoba zaszalała i wybrała...placki ziemniaczane, iście po warszawsku :)
Zamówienie składamy przy barze bo starszy jest w rejwachu.
Każdy bierze piter i od razu płaci kapuchę aby było szybciej.

 
Po 20 minutach starszy przynosi szamę w postaci pyz w słoikach okraszonych skwarkami.



A bo bym zapomniał...placki też :)



Trochę trąca to malizną ale w końcu w karcie to tylko przystawka ale za 14,90 zeta.
Ale ganc pomada trzeba futrować i ocenić smak.
Każdy zaczyna wtrajać i widać po minach, że coś nie halo...skwarki pyszne, świeże jakby ze świń z wolnego wybiegu :))) ale pyzy...twardawe, suche jakby garkotłuk wsypał za dużo mąki, mimo wszystko rozczarowanie, liczyliśmy na dawne pyzy z różyca, ale niestety...Jak reszta dań? to trzeba już sprawdzić samemu.
Szybkie spojrzenie na sikory i niestety trzeba wracać na chawirę.
Przed wyjazdem zagadał do nas miły Pan Tadeusz który opowiedział nam krótką kabałkę o sobie i swoich wspomnieniach.
Pozdrawiamy gorąco Panie Tadeuszu !!!

Wracamy Stalową, w bramie co jakiś czas jakiś kizior później do ronda Żaba, wzdłuż parku sztywnych i chawira i grzęda.

Trasa dzisiaj tylko 20 km.



PS. w tekście użyto wyrazy z gwary warszawskiej...

Do zobaczenia za tydzień w nowych smakach...

OCENA:
                                                                                                 
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
3 kółka
Wielkość porcji
3 kółka
Jakość i smak potraw
2 kółka
Ceny
3 kółka




środa, 9 września 2015

Wycieczka nr 14: A ja wolę Groole, czyli po ziemniaki na Wolę

Ahoj Rowerowi Smakosze!
Kulinarnym motywem przewodnim czternastej wycieczki został ziemniak - niby pospolite warzywo, obecne na stałe w naszej polskiej kuchni. My odkryliśmy ziemniaka na nowo:)
Zbiórka jak zwykle odbyła się w 3 Pokojach z Kuchnią, skąd wyruszyliśmy na Wolę.


Lokal o wdzięcznej nazwie Groole ma kilka lokalizacji w Warszawie, ale my wybraliśmy Wolę z bardzo szczególnego powodu - jeszcze nas tam nie było:)
Trasa prowadziła naszym stałym odcinkiem do Mostu Gdańskiego, Słonimskiego do Arkadii, Burakowską, Powązkowską, fantastyczną kładką nad Trasą AK i dalej wzdłuż Trasy AK aż do
Ciołka.

Dojechaliśmy...


Pierwsze bardzo pozytywne zaskoczenie na miejscu - obsługa natychmiast ustawiła przed lokalem stół dla naszej dziesiątki z widokiem na nasze pojazdy.


Dodatkowo lokal przyjazny dla piesków i dla nich również mały poczęstunek z Psaturatora :)



A dalej było już tylko lepiej. Sama koncepcja menu jest bardzo prosta - wybieramy wariant ziemniaka pieczonego w piecu, masło, farsz i "posypkę" z wielu dostępnych opcji i mamy nasze danie. Wybór opcji jest tak duży, że przyprawiał o zawrót głowy :)

A o to co wybraliśmy :)

1.
Ziemniak ze szpinakiem i serami oraz drugi z salami, z masłem czosnkowym, posypane rukolą.


Dostałam porcję jak dla mnie trzech :) do tego rzemieślniczy napój izotoniczny Peruna "Jasny Grom". No rewelacja, pyszotka, yummie - pospolity ziemniak wzniesiony na wyżyny kulinarnego wysublimowania. I to wszystko za 18 polskich złotych. Razem z Jasnym Gromem kolacja kosztowała 30 pln, co w moim ulubionym zestawieniu jakość/cena daje znakomity wynik. Do tego obsługa na naprawdę wysokim poziomie. Na pewno będziemy polecać to miejsce. I z dużym prawdopodobieństwem do niego wrócimy:)

2.
Ziemniak z bryndzą i ze szczypiorkiem oraz ziemniak z łososiem z kleksem śmietany i z rukolą.



Porcja rzeczywiście bardzo duża, aż ciężko było to zjeść.
Z informacji obsługi dowiedzieliśmy się, że dwa ziemniaki mogą ważyć nawet 0,5 kg...wow...
Bryndza niesamowicie kremowa, rozpływała się w ustach, łosoś z rukolą i śmietaną dodawał nieziemskich doznań dla kubków smakowych a wszystko to na pieczonych ziemniakach, idealnie doprawionych dodawało wyrafinowania, a to tylko ziemniaki...
ZIEMNIAKI DO ZIEMI - już nie - ZIEMNIAKI NA TALERZE...:)

 3.
 Ziemniak ze śledziem i buraczkami, oraz łososiem z koperkiem i kleksem śmietany, posypane rukolą |+ herbata liściasta rum z wiśnią :) na rozgrzanie :))



4. Ziemniak z pastą z groszku zielonego oraz tuńczyk z kukurydzą, posypane kiełkami rzodkiewki i ziarnami słonecznika


Podczas zamawiania zapytałam się czy pasta z zielonego groszku jest dobra więc Pani na widelcu dała mi spróbować i mogłam podjąć decyzję co jest dużym plusem jak się nie zna smaku. Ale podejrzewam, że wszystkie byłyby przepyszne. Jako, że nie przepadam za rukolą wybrałam kiełki rzodkiewki UWAGA!!!!! pierwszy raz w życiu jadłam kiełki po prostu to jest pyszne. Jak to się stało, że wcześniej nie smakowałam tego? Pasta z groszku była delikatna w smaku w połączeniu z kiełkami  i słonecznikiem po prostu "niebo w gębie". Tuńczyk z kukurydzą również delikatny w smaku, choć charakterystyczny smak tuńczyka i słodka kukurydza to dopiero duet a ostrzejszy smak kiełek rzodkiewki to wspaniałe trio. I pomyśleć, że prosty ziemniak z dostarczy takich wrażeń smakowych, że ho ho......Jak dla mnie całokształt: miejsce, obsługa, jedzenie, ceny godne polecenia. I pewnie jeszcze tam wrócę.....

Powrót dla urozmaicenia był prościutki - wzdłuż Trasy AK i nowiuteńką ścieżką rowerową na Moście Grota-Roweckiego. Cały dystans to 40 km.



Do zobaczenia w kolejnych Rowerowych Smakach...


OCENA:
                                                                                                   
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
5 kółek
Wielkość porcji
5 kółek
Jakość i smak potraw
5 kółek
Ceny
5 kółek


środa, 2 września 2015

Wycieczka nr 13: Pożeramy cedrowego kebaba, czyli wizyta w Cedros Kebab na Pradze.

Ahoj rowerowi smakosze!
Trzynasta wycieczka rowerowa, której celem było dotarcie do ciekawego miejsca, gdzie można by było smacznie zjeść.
Na celownik wzięliśmy "Cedros Kebab" na warszawskiej Pradze Północ.


Standardowo spotkaliśmy się o 19-tej, jak co środę pod "3pokoje z kuchnią".




Pełni werwy i pozytywnej energii ruszyliśmy w drogę na naszych rumakach napędzanych siłą własnych mięśni. Trasa bardzo przyjemna, pełna krótkich interwałowych wyścigów (oczywiście wszystko w granicach rozsądku), prowadziła nas, jak nam się wydawało, na super wyżerkę.
Gdy w 11-to osobowym składzie dotarliśmy do celu, okazało się ,że lokal za chwilę będzie zamknięty! O 20-tej??? Co jest???  Zdziwiło nas też to, że nie było miejsca na rowery.
Ale to jeszcze nic... Gdy nasza koleżanka Kasia, wyperswadowała, sobie tylko znanymi sposobami, możliwość zakupu jedzenia (i napojów izotonicznych ;)), akcja zaczęła się rozkręcać.
,,Kebabopodawca'', bo kucharzem ani barmanem bym go nie nazwał, był już chyba myślami w łóżku. Widać było, że najwidoczniej nie miał jeszcze do czynienia z taką ilością zamówień na raz. Kręcił się i motał...Postanowiliśmy zasiąść przy stolikach na zewnątrz. Gdy po około dwudziestu minutach otrzymaliśmy swoje upragnione kebaby, zaczęło się. Pita, czy jak by to nazwać u jednych gumowata a u innych spieczona jakby była przetrzymana nad żywym ogniem.
Ale mogę się domyślać dlaczego tak było. Gumowatość mogła wynikać z tego, że kebab był podgrzewany w mikrofali, a spieczenie, wręcz przypalenie pozostałych- tylko przez gapiostwo przyrządzającego te ,,specjały''. Baranina w kebabie, którego jadłem miała smak, jakby była pozyskana ze starego tryka (samiec owcy). A o kurczaku mogą się wypowiedzieć koleżanki i koledzy, którzy takowy degustowali .


Sztuka było zjeść i się nie upaćkać.
Najśmieszniejsze było to, że w trakcie, kiedy wszyscy jedliśmy, "kebabopodawca" zaczął ostentacyjnie sprzątać stoliki i krzesła, dając nam do zrozumienia żebyśmy już sobie jechali.
To był przysłowiowy gwóźdź...
Załadowaliśmy się na rowerki i zahaczając o fontanny...


...wróciliśmy przez Most Gdański z powrotem na Zieloną Białołękę, do "Pubu Corner" :)

Ogólne wrażenia, marne... chodzi oczywiście o odczucia kulinarne, bo nic nie jest nam w stanie zepsuć humoru w tak doborowym towarzystwie ;)

Ja nie będę polecał tego miejsca.
Trasa ogólnie łatwa i dosyć krótka, patrząc na niektóre nasze szaleństwa:  tylko 25 km.



Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy z cyklu "Rowerem po smakach"!
Do następnego poczytania :)!

OCENA:

                                                                                            
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
2 kółka
Wielkość porcji
5 kółek
Jakość i smak potraw
2 kółka
Ceny
4 kółka