środa, 2 września 2015

Wycieczka nr 13: Pożeramy cedrowego kebaba, czyli wizyta w Cedros Kebab na Pradze.

Ahoj rowerowi smakosze!
Trzynasta wycieczka rowerowa, której celem było dotarcie do ciekawego miejsca, gdzie można by było smacznie zjeść.
Na celownik wzięliśmy "Cedros Kebab" na warszawskiej Pradze Północ.


Standardowo spotkaliśmy się o 19-tej, jak co środę pod "3pokoje z kuchnią".




Pełni werwy i pozytywnej energii ruszyliśmy w drogę na naszych rumakach napędzanych siłą własnych mięśni. Trasa bardzo przyjemna, pełna krótkich interwałowych wyścigów (oczywiście wszystko w granicach rozsądku), prowadziła nas, jak nam się wydawało, na super wyżerkę.
Gdy w 11-to osobowym składzie dotarliśmy do celu, okazało się ,że lokal za chwilę będzie zamknięty! O 20-tej??? Co jest???  Zdziwiło nas też to, że nie było miejsca na rowery.
Ale to jeszcze nic... Gdy nasza koleżanka Kasia, wyperswadowała, sobie tylko znanymi sposobami, możliwość zakupu jedzenia (i napojów izotonicznych ;)), akcja zaczęła się rozkręcać.
,,Kebabopodawca'', bo kucharzem ani barmanem bym go nie nazwał, był już chyba myślami w łóżku. Widać było, że najwidoczniej nie miał jeszcze do czynienia z taką ilością zamówień na raz. Kręcił się i motał...Postanowiliśmy zasiąść przy stolikach na zewnątrz. Gdy po około dwudziestu minutach otrzymaliśmy swoje upragnione kebaby, zaczęło się. Pita, czy jak by to nazwać u jednych gumowata a u innych spieczona jakby była przetrzymana nad żywym ogniem.
Ale mogę się domyślać dlaczego tak było. Gumowatość mogła wynikać z tego, że kebab był podgrzewany w mikrofali, a spieczenie, wręcz przypalenie pozostałych- tylko przez gapiostwo przyrządzającego te ,,specjały''. Baranina w kebabie, którego jadłem miała smak, jakby była pozyskana ze starego tryka (samiec owcy). A o kurczaku mogą się wypowiedzieć koleżanki i koledzy, którzy takowy degustowali .


Sztuka było zjeść i się nie upaćkać.
Najśmieszniejsze było to, że w trakcie, kiedy wszyscy jedliśmy, "kebabopodawca" zaczął ostentacyjnie sprzątać stoliki i krzesła, dając nam do zrozumienia żebyśmy już sobie jechali.
To był przysłowiowy gwóźdź...
Załadowaliśmy się na rowerki i zahaczając o fontanny...


...wróciliśmy przez Most Gdański z powrotem na Zieloną Białołękę, do "Pubu Corner" :)

Ogólne wrażenia, marne... chodzi oczywiście o odczucia kulinarne, bo nic nie jest nam w stanie zepsuć humoru w tak doborowym towarzystwie ;)

Ja nie będę polecał tego miejsca.
Trasa ogólnie łatwa i dosyć krótka, patrząc na niektóre nasze szaleństwa:  tylko 25 km.



Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy z cyklu "Rowerem po smakach"!
Do następnego poczytania :)!

OCENA:

                                                                                            
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
2 kółka
Wielkość porcji
5 kółek
Jakość i smak potraw
2 kółka
Ceny
4 kółka




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz