Trzynasta wycieczka rowerowa, której celem było dotarcie do ciekawego miejsca, gdzie można by było smacznie zjeść.
Na celownik wzięliśmy "Cedros Kebab" na warszawskiej Pradze Północ.
Standardowo spotkaliśmy się o 19-tej, jak co środę pod "3pokoje z kuchnią".
Pełni werwy i pozytywnej energii ruszyliśmy w drogę na naszych rumakach napędzanych siłą własnych mięśni. Trasa bardzo przyjemna, pełna krótkich interwałowych wyścigów (oczywiście wszystko w granicach rozsądku), prowadziła nas, jak nam się wydawało, na super wyżerkę.
Gdy w 11-to osobowym składzie dotarliśmy do celu, okazało się ,że lokal za chwilę będzie zamknięty! O 20-tej??? Co jest??? Zdziwiło nas też to, że nie było miejsca na rowery.
Ale to jeszcze nic... Gdy nasza koleżanka Kasia, wyperswadowała, sobie tylko znanymi sposobami, możliwość zakupu jedzenia (i napojów izotonicznych ;)), akcja zaczęła się rozkręcać.
,,Kebabopodawca'', bo kucharzem ani barmanem bym go nie nazwał, był już chyba myślami w łóżku. Widać było, że najwidoczniej nie miał jeszcze do czynienia z taką ilością zamówień na raz. Kręcił się i motał...Postanowiliśmy zasiąść przy stolikach na zewnątrz. Gdy po około dwudziestu minutach otrzymaliśmy swoje upragnione kebaby, zaczęło się. Pita, czy jak by to nazwać u jednych gumowata a u innych spieczona jakby była przetrzymana nad żywym ogniem.
Ale mogę się domyślać dlaczego tak było. Gumowatość mogła wynikać z tego, że kebab był podgrzewany w mikrofali, a spieczenie, wręcz przypalenie pozostałych- tylko przez gapiostwo przyrządzającego te ,,specjały''. Baranina w kebabie, którego jadłem miała smak, jakby była pozyskana ze starego tryka (samiec owcy). A o kurczaku mogą się wypowiedzieć koleżanki i koledzy, którzy takowy degustowali .
Sztuka było zjeść i się nie upaćkać.
Najśmieszniejsze było to, że w trakcie, kiedy wszyscy jedliśmy, "kebabopodawca" zaczął ostentacyjnie sprzątać stoliki i krzesła, dając nam do zrozumienia żebyśmy już sobie jechali.
To był przysłowiowy gwóźdź...
Załadowaliśmy się na rowerki i zahaczając o fontanny...
...wróciliśmy przez Most Gdański z powrotem na Zieloną Białołękę, do "Pubu Corner" :)
Ogólne wrażenia, marne... chodzi oczywiście o odczucia kulinarne, bo nic nie jest nam w stanie zepsuć humoru w tak doborowym towarzystwie ;)
Ja nie będę polecał tego miejsca.
Trasa ogólnie łatwa i dosyć krótka, patrząc na niektóre nasze szaleństwa: tylko 25 km.
Już nie mogę się doczekać kolejnej wyprawy z cyklu "Rowerem po smakach"!
Do następnego poczytania :)!
OCENA:
Wystrój
|
4 kółka
|
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
|
2 kółka
|
Wielkość porcji
|
5 kółek
|
Jakość i smak potraw
|
2 kółka
|
Ceny
|
4 kółka
|






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz