sobota, 24 października 2015

Wycieczka nr 21: "Warszawa w Budowie 7" czyli robimy coś dla naszego miasta

Ahoj Rowerowi Smakosze!

Dziś sobota...
Dzień nieco inny niż zwykle na nasze rowerowanie, ale też sytuacja niecodzienna...
Z ramienia "3Pokoi z kuchnią" zostaliśmy poproszeni o udział w projekcie "Warszawa w Budowie 7" i obwiezienie mieszkańców Śródmieścia po Białołęce. Dla nas to kolejna okazja do spotkania i rowerowych wyczynów, a jeśli dodatkowo można połączyć przyjemne z pożytecznym, więc dlaczego nie? Ruszamy ku nieznanemu...:)


O 13:00 mieliśmy odebrać chętnych spod budynku dawnego Liceum im. Klementyny Hoffmanowej przy ul. Emilii Plater 29 gdzie mieści się wystawa "Spór o odbudowę" i  czekał na nas kustosz tejże - Tomek.




Zbiórkę przed "3Pokojami" ustaliliśmy więc na godz. 11:45. I tu się zaczęły maleńkie "schodki"...
Ewa, Krystian i Paweł M. mieli usprawiedliwione nieobecności, ja się stresowałam czy zdążę, bo obowiązki służbowe mi się przeciągały, Renatka niezupełnie zdrowa jeszcze...a reszta...wiadomo: "Cieniasy" ;)! Jedynie Aga ze Sławkiem byli zwarci i gotowi na posterunku o czasie...
Ostatecznie Reni wygrzebała się spod pierzyny , ja " zamknęłam kram " i we czworo, z leciutkim poślizgiem czasowym ruszyliśmy do Centrum.
Tak więc dziś ekipa w proporcjach 3:1, wyjątkowo, bo zwykle to Panowie stanowią przewagę, ale " Błogosławiony między Niewiastami" Sławek nie narzekał i dzielnie trzymał Nasze tempo ;)!

Czas nas troszkę gonił, ale że jesteśmy silnym trzonem naszej ekipy, 20 km podróż zajęła nam godzinkę ;)! Jechaliśmy wzdłuż trasy Toruńskiej, zjazd na lewą stronę Wisły, Słomińskiego, al. Jana Pawła II, kawałek Świętokrzyską i Emilii Plater do celu.

Właściwie to dotarlibyśmy na miejsce szybciej gdyby nie...światła drogowe! Projektant ścieżki rowerowej wzdłuż al. Jana Pawła II miał niemałe poczucie humoru, co rusz przenosząc ją na inną stronę ulicy!  Ale nie ma co narzekać: ważne, że w ogóle jest ścieżka, a w studenckim kwadransie spokojnie się zmieściliśmy!

Wjechaliśmy na plac przed szkołą zestresowani -bądź co bądź - spóźnieniem, a tam...pusto! Tylko dwóch panów wolno spacerowało sobie po dziedzińcu, łapiąc promienie jesiennego słoneczka i delektując się cudnymi barwami liści. Podeszli do Nas, przywitali się, upewnili czy to my jesteśmy przewodnikami rowerzystów i wrócili do przerwanej rozmowy...

Cóż...Weszliśmy do środka żeby zgłosić kustoszowi swoją gotowość, a On z przykrością potwierdził nasze przypuszczenia - mimo zgłoszenia udziału nikt ostatecznie nie dotarł. Postanowiliśmy jeszcze chwilę poczekać na ewentualnych maruderów i skorzystać z zaproszenia na kawę.
Jednak czas nie przyniósł oczekiwanych gości...
Ludzie chyba jednak mają sceptyczne podejście do rowerowania o tej porze roku, co widać już na ścieżkach po trasie...Wcześniej trudno było się czasem wyminąć z jadącymi z naprzeciwka, a teraz ścieżki są prawie puste. Spotyka się tylko pojedyncze osoby, ale widać od razu, że nie znaleźli się tutaj przypadkiem - odpowiednio ubrani od chłodu i wiatru widać, że nie chowają roweru do garażu na dziesięć miesięcy, kiedy na kalendarzu kończą się wakacje...
I słusznie! Jesień jest piękna i szkoda z niej nie korzystać! Nasze ścieżki są zwykle pod pięknymi parasolami drzew, a te drzewa wyglądają teraz...ech...Ścieżki puste, słoneczko świeciło cudnie, lekki wiaterek chronił przed przegrzaniem, widoki zapierały dech w piersiach, nie padało więc ryzyko poślizgu niewielkie...Czego chcieć więcej?! Ci, którzy nie skorzystali, jedyne co mogą zrobić to tylko żałować!
Za to czas przyniósł nam niespodziankę ale zupełnie innego rodzaju...otóż...
Zza rogu budynku wyszli spotkani wcześniej dwaj panowie, ale... jeden z nich dźwigał statyw a drugi kamerę telewizyjną! Troszkę nas to zaskoczyło ale zgodziliśmy się na wykorzystanie wizerunku naszych "mustangów" w materiale nagraniowym dla stacji TVP Warszawa, sami również wykonaliśmy kilka fotek zewnętrznej - bardzo interesującej zresztą - instalacji i ruszyliśmy w drogę powrotną.

Teraz jechaliśmy spokojniej, był czas na to, abyśmy sami mogli zatrzymać się na chwile np. przy Rondzie ONZ gdzie stanął "pomnik" (?) poświęcony naszemu rodzimemu kompozytorowi


czy przy Pawiaku...



Trasę troszkę zmieniliśmy jadąc al. Jana Pawła II, Słomińskiego, Wisłę przekroczyliśmy mostem Gdańskim, Starzyńskiego, św. Wincentego (i tutaj był hard core bo ulica przebiega przy cmentarzu Bródnowskim, a że 1 listopada tuż, tuż to ulica była zakorkowana i musieliśmy wykonywać niezły slalom żeby się przeciskać między samochodami, a że kultura kierowców wobec rowerzystów jest dobrze znana to co chwila ktoś dojeżdżał jak najbliżej krawężnika aby nam utrudnić przejazd więc raz jechaliśmy prawą stroną a raz niestety środkiem ulicy) i później już prosto Głębocką do 3Pokoi.
Na licznikach 35 km.



Był też czas na delektowanie się kolorami jesieni i na osobiste przemyślenia...Troszkę sentymentalnie nas ta jesień nastroiła...Dyskutowaliśmy o tym, że to wcale nie takie oczywiste, że początkowo obcy sobie ludzie (i to wcale nie mała grupa!) mimo jednej wspólnej pasji mogą aż tak się zintegrować...Że znamy przypadki nawet kilkuletnich znajomości ludzi o jednym hobby, którzy mimo doskonałych warunków absolutnie do tej integracji nie dążą...Że mimo, iż nie zawsze wszyscy mogą pogodzić wieczorne rowerowanie z obowiązkami lub uniemożliwia to np. choroba to i tak dążą do tego, żeby choć na chwilę wpaść do Corner'a, żeby się przywitać, bo wiadomo że tam będziemy...I że fajnie, że mamy siebie nawzajem ;)!
Ot, takie Babskie pogaduchy, prawie jak przy kawce ;)!

W 3Pokojach przywitano nas rozpalonym grillem w ogródku, z czego niezwłocznie skorzystaliśmy piekąc na nim kiełbaski i uzupełniając energię, bo  przejechane 35 km znacznie uszczupliło jej pokłady...


Po posiłku palenisko przenieśliśmy do ogniska, bo w tak doborowym towarzystwie ( dotarł do Nas również kustosz wystawy, sąsiedzi pracujący przy  przy zbiorze plonów z 3Pokojowego ogródka jak i sami pracownicy ) żal było tak wcześnie kończyć wieczór.


Ja będąc zagorzałą harcerką w "fazie spoczynku" z ogromną przyjemnością podjęłam się funkcji "Strażnika Ognia" i miałam niesamowitą frajdę ze zdobywania chrustu i pilnowania ognia, żeby nie zgasł!

Po prostu uznałam, że gotowe drewno do kominka jest profanacją tego wydarzenia, jakim jest prawdziwe ognisko w środku miasta - jak się bawić to się bawić ;)!

Kiedy zrobiło się już dość późno zaczęła się "dobijać" do nas reszta towarzystwa, spragniona wrażeń z wyprawy. Żeby więc tradycji świeckiej stało się zadość udaliśmy się do Corner'a gdzie zdaliśmy relację i zarysowaliśmy plan wycieczki na wtorek! No bo we wtorek nie może nas przecież zabraknąć na ścieżkach rowerowych Warszawy!
A na których będziemy?
O tym na razie szaaaaa ;)!

Do zobaczenia we wtorek !!!


wtorek, 20 października 2015

Wycieczka nr 20: "Bo dzikość jest w nas!" czyli Dziki Zakątek

Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

Znowu wtorek, ale jeśli regularnie czytacie naszego bloga to już wiecie, że od jakiegoś czasu jeździmy teraz we wtorki.
Pogoda nas nie rozpieszcza, sezon grypowy za pasem to i z frekwencją na naszych wycieczkach bywa różnie. Od rana przepychanki: kto może, kto nie, kto chory a kto zdrowy, czy będzie padać, czy nie, kto jeszcze w pracy, a kto już po...I tak można wymyślać milion powodów aby nie jechać, więc ostatecznie pada hasło: "zbiórka o 19:00 pod 3Pokojami", bo to już szkoda energii i palców na odpisywanie, poczekamy 15 min i ruszamy w składzie jaki się pojawi!
I tak już w sezonie jesiennym nasza ekipa podzieliła się na grupę "Twardzieli" którzy jeżdżą cały czas i na grupę "Ceniasów" którzy wymyślają powody dla których nie mogą jechać.

Podjeżdżam pod 3Pokoje a tam...Michał ??? Jaki Michał ??? (to ten z grupy "Ceniasów"), aż nie mogłem uwierzyć, chyba chce raz na jakiś czas podtrzymać honor grupy tzw." Ściemniaczy", no i super- tak trzymać!
Dobija jeszcze niezawodna Agnieszka, która chyba nie opuściła żadnej wycieczki i zawsze jest zwarta i gotowa do drogi. I to tyle na dzisiaj jeśli chodzi o obsadę.
Ustalamy w międzyczasie, że dzisiaj nie jedziemy do Centrum tylko może gdzieś po naszych rejonach bo dawno tutaj nie jeździliśmy i ostatecznie wybór pada na Dziki Zakątek w Choszczówce. No to w drogę.

Ruszamy drogami Zielonej Białołęki - Głębocka, Berensona, Ostródzka, przejeżdżamy nad kanałkiem Żerańskim, Cieślewskich, Piwoniową wzdłuż torów kolejowych i Chlubną do celu.

"Dziki Zakątek" to rozległy teren zewnętrzny ze stolikami i parasolami, oraz sala restauracyjna w budynku. Całość otoczona lasami, co daje wrażenie pobytu gdzieś daleko od Warszawy. Miejsce idealne na letni obiad, grilla, ale nie o tej porze roku, dlatego... chyba jesteśmy tu dziś jedynymi gośćmi.


Miła Pani kelnerka zaprasza nas do środka, ale my rozgrzani po jeździe wolimy usiąść na zewnątrz. Chyba nie do końca jej to pasuje, bo bedzie musiała wychodzić na dwór w taki chłodny wieczór...
Karta menu nie jest przeładowana daniami, co ułatwia wybór. Kuchnia głównie polska. Ceny akceptowalne.
Wybieramy pierogi z mięsem okraszone boczkiem i cebulą i ze szpinakiem w sosie śmietanowym z pesto - 18 zł porcja.
Czas oczekiwania ok. 15 min.
Pierogi bardzo smaczne, ciasto miękkie, farsz dobrze przyprawiony.



Miejsce bardzo fajne na rodzinny obiad i na pewno super miejsce w sezonie letnim.

Wracamy tą samą drogą. Dzisiaj nie było jakiegoś szału, cała droga to ok 22 km.


Oczywiście jak zwykle kierujemy się w stronę Corner Pub. Wchodzimy... a tam reszta ekipy rowerowej! Nie wiem czy w tym przypadku zwrot "ekipa rowerowa" nie jest nadużyciem wobec tych osób, ale...
Co Wy tu robicie? Ty miałaś być chora, ty zmęczony, ty nie miałeś czasu itd.
Ach życie...na rower wymówki, a do Corner Pub wszyscy chętni (w ciepełku, bez pocenia się, bez ruchu) :)!

Na grupę "Twardzieli" możecie zawsze liczyć. My cały czas jeździmy, testujemy dla Was lokale i to opisujemy :)!

Podążajcie naszymi ścieżkami, sprawdzajcie  miejsca w których byliśmy, kosztujcie tego, co oferują, czytajcie, komentujcie...Może Wasze opinie będą inne? W każdym razie życzymy Smacznego !!!

Do zobaczenia w kolejnych Rowerowych Smakach !!!

Ocena:
                                                                                        
Wystrój
 4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
 5 kółek
Wielkość porcji
 4 kółka
Jakość i smak potraw
 4,5 kółka
Ceny
 4,5 kółka



wtorek, 13 października 2015

Wycieczka nr 19: Tuż za rogiem czyli Corner Pub

Ahoj!
Leje...
Od rana leje, z niewielkimi przerwami na mżawkę...
Ogólnie...lipa...
Nasz czat rowerowy aż się grzeje od burzy mózgów i argumentów "za" i "przeciw".
Niby zimno strasznie nie jest, ale ślisko, mokre liście na jezdni i kałuże...A my dość lubimy nasze rowerki i nie chcemy zbytnio narażać je na fontanny wody z błotem, które z dużą dozą prawdopodobieństwa zapodałby na nie co któryś tam kierowca!
Ale taki deszcz to nie deszcz, dla wielu z Nas taka mżawka niestraszna, ale może bardziej odpowiedzialnie byłoby jednak sobie odpuścić i nie narażać siebie i kierowców aut na zbędne ryzyko?
Postanawiamy odpuścić - ewentualnie zrobić sobie przejażdżkę w innym terminie. Tylko co z naszym wspólnym wieczorem?
Reszta była niezdecydowana, więc obie z Renatą ustaliłyśmy, że bez względu na pozostałych postanowimy choć w części zadość uczynić naszej cowtorkowej, świeckiej tradycji i zakończyć dzień w Cornerze - choćby we dwie! i w końcu zrobić test tutejszego żarełka :) bo zawsze tutaj kończymy rowerowanie a nigdy nie było okazji aby go przetestować, więc jest okazja :)

Tak więc trasa dzisiejszej wyprawy wygląda następująco;) : całość ok. 0 km :)



Dotarłyśmy i...bardzo szybko okazało się, że możemy liczyć na naszą ekipę: stanowimy jednak team, który lubi się ze sobą spotykać i bawić nawet gdy okoliczności są inne od tych co zwykle!
Zebrał się prawie cały skład i zdecydowaliśmy, że jeśli nie możemy jeździć to chociaż coś zjedzmy i kolejny "punkt programu" będzie się zgadzał z planem dnia rowerowego!
A jeśli "Corner Pub" i jedzenie to: zapiekanki albo skrzydełka z frytkami! które są całkiem niezłe !




Żołądki pełne, buzie uśmiechnięte, nastroje pozytywne, my sami naładowani dobrą energią na resztę tygodnia - substytut wycieczki okazał się strzałem w dziesiątkę! I choć brakowało troszkę adrenaliny płynącej z wieczornego wysiłku, to chyba dobrze czasem pozwolić na to, aby rozsądek zwyciężył - bezpieczeństwo przede wszystkim!
A jak się ponownie okazało "chcieć to móc", więc zjedliśmy i mogliśmy ocenić kulinaria nowego miejsca...
Cóż, że tym razem była nim nasza cotygodniowa "Przystań"?
Cóż, że tuż za rogiem?
Cóż, że piechotą?
Ważne, że było miło, smacznie i że znów wszyscy razem - w tym nasza siła i urok;)!!!

Trzymamy kciuki za lepszą pogodę w przyszłym tygodniu i do zobaczenia w następnej wycieczce!

                                                                                                                    





wtorek, 6 października 2015

Wycieczka nr 18: Kanapkowe PaństwoMiasto

Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

Mała zmiana od tego tygodnia zaczynamy rowerować we wtorki ponieważ mamy "tańczących rowerzystów" i w środy w czasie kiedy jeździliśmy będą się spełniać na parkiecie.

Ponownie nasi "rowerowi cieniasy" wystraszyli się zimna :). Renata i Paweł są usprawiedliwieni bo chorują :) po powrocie z ciepłych krajów nie mogą się zaaklimatyzować i łapią wszystko co leci. Życzymy zdrówka i jak najszybszego dołączenia do Nas.

Jak zwykle ruszamy spod 3 pokoje z kuchnią standardowo punkt 19.00. Na starcie pojawiają się tylko a może aż 4 osoby.
"Babskie grono" błyszczące i widoczne na kilometr :) chwilę przed startem relaksuje się na leżaczkach.

Jedziemy Toruńską - Mostem Grota (usilnie testujemy nową ścieżkę rowerową) - wzdłuż Wisły po lewej stronie - Międzyparkową - Andersa i jesteśmy na miejscu czyli PaństwoMiasto.



 Bardzo miłym zaskoczeniem dla nas są stojaki na rowery.
 Ale to nic jest tam również stacja naprawcza, naprawdę "prorowerowe" miejsce.


Wchodzimy do środka...tam kolejne miłe zaskoczenie: mnóstwo miejsca ale i mnóstwo ludzi przy stolikach. Widać, że to miejsce z klimatem,



 do którego się wraca-czy to spotkać się ze znajomymi, czy to posiedzieć z laptopem i popracować ( WiFi Free) i zjeść. 


No właśnie: zjeść... Zamówiliśmy kanapki z wołowiną i łososiem z dodatkiem świeżych warzyw i kiełków.

Kanapka z wołowiną:




Kanapka z łososiem:



Kanapki były bardzo smaczne. Po przyniesieniu pieczywko było jeszcze ciepłe. W środku "na bogato" ilość łososia i wołowiny zadziwiająca, warzywa świeże no jedyne ale... to w mojej kanapce tej z łososiem jak to nazwałam były "pędy bambusa". Rzeczywiście były to kiełki prawdopodobnie słonecznika ale nie do końca pasowały do tej kanapki. Smakowo mi również nie odpowiadały bo twarde. Myślę, że lepszym rozwiązaniem w niej byłyby kiełki rzodkiewki i świetnie by wtedy współgrały z rybą. Ale ogólnie było pyszne.

Degustacji postanawiamy jednak dokonać na zewnątrz-mimo późnej pory jest dość ciepło, a organizmy rozgrzane intensywną jazdą (ekipa dotarta w bojach, więc tempo było dość szybkie;)-korzystaliśmy bo nie zawsze możemy sobie na takie pozwolić ;-p! ) więc szkoda nam było "kisić" się w lokalu. 


Jesteśmy też dość osobliwym towarzystwem, więc budzimy lekkie zdziwienie siedząc nocą przy zewnętrznym stoliku wkomponowanym w parapet, ale zapodajemy sobie muzyczkę z netu (właśnie audycję rozpoczęło zaprzyjaźnione Radio  KiS)

Nasze pokłady energii i spontanicznych zachowań znów okazały się niespożyte, więc na pniu wymyśliliśmy, że skoro już jesteśmy na Woli...a siedziba studia jest na Bielanach....a audycja jest w trakcie....to jedziemy się przywitać na antenie! Wszak jedno z Nas ma swoją audycję w cotygodniowej ramówce a drugie (wprawdzie sporadyczno-gościnne-ale zawsze ;-) ! ) też pewne udziały w tym projekcie więc jedziemy prawie jak "do siebie" :-) !
Tak więc kierunek:  Radio KiS,! 

Dlatego droga powrotna biegnie przez Plac Wilsona, uliczki Bielan do Żeromskiego ,gdzie w urzędzie dzielnicy Bielany znajduje się siedziba Radia.
Krótkie powitanie słuchaczy na antenie, wymiana zdań z prowadzącym audycję PanKiS i powrót-oczywiście nową ścieżką rowerową wzdłuż Armii Krajowej i Toruńskiej.
I taka "wkrętka" jeszcze na koniec: dziś nasi "Nawigatorzy" wycieczki mieli chyba popsute GPS-y, bo że na nowej ścieżce troszkę błądziliśmy, to OK ale...żeby na prostej drodze zaczepiać (subtelnie wyselekcjonowane) osoby płci ...różnych (:-p!) z pytaniem: "Przepraszam! Czy prosto to tędy?" to już dla mnie było dość...podejrzane ;-)?! Oby do następnego wtorku Im się naprawiło ;-/...

Oj i bym zapomniała o naszym niecodziennym spotkaniu z rodziną dzików przy wjeździe na Most Grota, które chyba za daleko się zapędziły i nie miały możliwości ucieczki. My byliśmy w bezpiecznej odległości ale nie wiem chyba byśmy musieli włączyć "piąty bieg" jakby miały ochotę się udać w naszą stronę.




Zakończenie - tam gdzie zwykle...
Po tym wieczorze jednak stwierdziliśmy, że na przyszłość trzeba będzie rozważyć opcję przeniesienia naszych kolejnych porowerowych posiadówek już wnętrza lokalu, gdyż tym razem temperatura spadła w okolice zera ( brrrr...) i musieliśmy się posiłkować kocykami ;)!
Zapały jednak nie stygną - byleby tylko pogoda dopisała ( czytaj: "nie padał deszcz, czy też jakowy inny-równie nieprzychylny opad atmosferyczny;)")! Temperatura nam niestraszna!

Całość ok. 34 km.


Do zobaczenia za tydzień w Nowych Smakach...

Ocena:
                                                                                        
Wystrój
 4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
 5 kółek
Wielkość porcji
 5 kółek
Jakość i smak potraw
 4,5 kółka
Ceny
 4,5 kółka