środa, 24 czerwca 2015

Wycieczka nr 2 - Białołęka-Szamocin -Białołęka Dworska-Kobiałka

Witajcie!

 Kolejnej środy znów spotkaliśmy się o 21:00 i tak jak było w założeniu ruszyliśmy w Białołękę...
 Spod "3pokoi" wyjechaliśmy w składzie powiększonym o nowych uczestników oraz zmniejszonym o tych, którym ubiegłotygodniowy dystans okazał się zbyt wyczerpujący.
Po pierwszych kilometrach odpadła również pomysłodawczyni projektu Ania W. Zaraz na początku trasy zepsuły się hamulce w Jej rowerze i musiała zawrócić :(.

 Pojechaliśmy ul. Głębocką, potem przez Osiedle "Agroman" do Trasy Toruńskiej i ścieżką przed siebie: plan był  taki, żeby udać się w kierunku Zakładu Karnego na Białołęce, tyle że trasa klarowała się nam absolutnie na bieżąco;)!
 Ścieżka przy Toruńskiej była rozgrzebana z jakiegoś tam powodu, więc zjechaliśmy w polne trakty i znaleźliśmy się obok SP przy ul. Juranda ze Spychowa, potem Białołęcką przez kanał, wzdłuż Zakładu Karnego a potem...potem poszliśmy na żywioł! Jechaliśmy tam, gdzie podobała nam się trasa, wjechaliśmy w piękny las, chłodzeni wieczorną bryza gnaliśmy przed siebie!

 Właśnie tam, w tym lesie, gdzie droga była pusta, asfalt równy a widoki w zapadającym zmierzchu zapierały dech w piersiach okazało się,  że nasze rowerowanie to nie będą przelewki. Jeden z uczestników  (Paweł M. pozdrawiam Cię serdecznie; -)! ) objął prowadzenie i nacisnął na pedały...Jechałam tuż za nim...Mimo niezłej kondycji i chęci rywalizacji po pewnym czasie odpuściłam - zabrakło mi sił...Peleton został w tyle...
Kiedy objechaliśmy Szamociny i wszyscy dotarli do zjazdu na ul. Płochocińską Paweł M. powiedział, żeby się Nim nie przejmować i jechać własnym tempem, bo On tylko chciał sprawdzić swoje możliwości...(okazało się, że maksymalna prędkość którą wtedy osiągnął wynosiła ponad 50km/h ;-)!
 Potem miało się okazać,  że choć nie chodzi nam o to, aby między sobą się ścigać,  to wszyscy największą frajdę czerpiemy z jazdy wtedy, gdy nic poza naszymi fizycznymi możliwościami nas nie ogranicza...
 Płochocińską w górę, do Kobiałki, potem Ruskowym Brodem i do domów - wyprawa przez Szamociny, Białołękę Dworską i Kobiałkę zajęła nam ponad 2 godz. i pokonaliśmy łącznie ok 22km.



Chcieliśmy więcej...gdzieś poza Białołękę...Ktoś rzucił pomysł Parku Fontann na Podzamczu, ktoś zaproponował wcześniejszy wyjazd aby móc je jeszcze obejrzeć zanim się ściemni...
 Rozstaliśmy się zmęczeni ale radośni, pełni ochoty na kolejne wyzwania...Następna środa...godzina 20:00...damy radę;)? Przekonajmy się wspólnie!

 Do zobaczenia za tydzień!



środa, 17 czerwca 2015

Wycieczka nr 1 -Kobiałka

 Czyli jeszcze raz: środa wieczór,dzwoni mój telefon:
-"Jesteś dziś w pracy do 21:00?"
-"No tak."
-"Rowerem przyjechałaś? "
-"No tak."
-"To urwij się chwilę wcześniej, wpadnij do mnie, to pojeździmy sobie dziś razem!"
-"No dobra."
 Zrobiłam jak prosiła, a Ona wzięła ze sobą syna, zamocowała światełka do swojego roweru i pojechała przodem z tajemniczą miną. Tak więc przypadkiem zostałam wrobiona, bo Ona zna mnie trochę i wie, że choć nie każdego można sprowokować do wszystkiego, to mnie przy dobrym podejściu da się czasem przekonać. No bo kto inny jak nie ja, zgodziłby się z Nią jeździć do towarzystwa ciemną nocą po lesie ;)?

 Przyjechało jeszcze kilka osób-w sumie było nas ośmioro.
Wszyscy pełni zapału, gotowi na wyzwania a jednocześnie niezbyt pewni, czy taka forma "relaksu" się sprawdzi na dłuższą metę...Ale również  (wg. mnie oczywiście ) dało się odnieść wrażenie, że krąży pomiędzy nami rodzaj onieśmielenia-nie znaliśmy się przecież...Ania tylko cichutko się przyznała, że to  był Jej pomysł.
 Padło pytanie: "Dokąd jedziemy?"
Zaczęliśmy rozmawiać o trasach, które znamy, a że nie wszyscy znali swoje możliwości w przeliczeniu na kilometry i kondycję, to padła propozycja: "Kobiałka"- trasa najbliższa, każdy tam był choćby na spacerze i każdy wiedział czego mniej-więcej się spodziewać.Ruszyliśmy...

 Szybko się jednak okazało, jak kreatywni potrafimy być ;) -chyba już przy drugim bodajże rozjeździe postanowiliśmy posprawdzać inne ścieżki! I tak zjeździliśmy tę Kobiałkę wzdłuż i wszerz! Na skrzyżowaniach robiliśmy naradę i gnaliśmy dalej...w  sumie 16 kilometrów.
 Kiedy czuliśmy zmęczenie-robiliśmy postój na wyrównanie oddechu i nawodnienie organizmu.
 Kiedy trzeba było komuś np. podkręcić przerzutki czy cokolwiek innego się wydarzyło -zjeżdżaliśmy na pobocze i rozwiązywaliśmy problem.
 Spowici egipskimi już ciemnościami (dochodziła 22:30), zmęczeni ale dumni z własnych - dla niektórych wielkich-osiągnięć tego wieczoru, smagani rzeźkim, wieczornym wiaterkiem, pruliśmy boczną drogą do domu. Uskrzydlała nas wizja gorącej kąpieli i cieplutkich łóżeczek, które były tuż, tuż...
 Ostatni postój był na ostatnim rozjeździe-określiliśmy przejechany dystans, zgodnie stwierdziliśmy, że nam się podoba i chcemy jeszcze i ze słowami : "Do zobaczenia za tydzień,w tym samym miejscu, o tej samej porze!" każdy ruszył w swoją stronę.

 Moje wiodące wspomnienia z tego pierwszego rowerowania są być może chaotyczne i dziwne, może trochę głupawe ;), ale dla mnie sentymentalnie ważne (jak to zwykle z "pierwszym  razem" bywa ;-p)!
 Więc po pierwszej myśli na miejscu spotkania ("Czy Cię powaliło na starość? ") szybko się ogarnęłam zakładając, że jak nie spróbuję to mogę żałować i że tak czy inaczej bez walki się nie poddam ;)! Potem do znudzenia marudziłam,  że wszędzie teraz łażą dziki i co będzie jak trafimy na stado? Paweł R. cierpliwie mnie pocieszał, że ta wątpliwa przyjemność na pewno nas ominie, a ja mimo to, gdy przejeżdżaliśmy obok zarośli czy lasu, wbijałam się w środek peletonu i trwożnie patrzyłam w ciemność ;)!
 Zachwyciła i urzekła mnie "wolność w grupie"-mimo, iż tworzyliśmy  tymczasową społeczność, to mogłam jechać moim własnym tempem, zwolnić i pogawędzić z kimś obok lub przyśpieszyć żeby uwolnić emocje albo delikatnie odbić od innych, by móc pobyć sama ze swoimi myślami...
 Z biegiem trasy mile zaskoczyło mnie zjawisko zanikania dystansu między nami: każdy z uczestników okazał się fantastycznym, życzliwym, ciepłym człowiekiem, otwartym na drugiego, wszyscy byliśmy sobie równi, bo łączyła nas wspólna pasja: rowery...Na koniec miałam niesamowitą frajdę z tego, że dałam radę, że tę trasę pokonałam bez wysiłku, a tym samym otwierało mi to szansę na udział w kolejnych wyprawach, możliwość poznania nowych szlaków i okolic. No i ta lekkość po zejściu z roweru: ten rodzaj zmęczenia, który paradoksalnie dodaje energii-znacie to :)?

Datę kolejnego rowerowania zaznaczyłam sobie w kalendarzu, żeby nie zapomnieć i z przyjemnością czekałam na środę!
  Ps. DZIKÓW NIE SPOTKALIŚMY; -)!
                                                               

Jak to się zaczęło....

...Jak to zwykle bywa: przypadkiem! Przynajmniej u mnie...

Należę do tej grupy szczęśliwców, którym było dane uczestniczyć w tej przygodzie rowerowej od samiuteńkiego początku...
A zaczęło się od telefonu znajomej.
Była środa,  17 czerwca, wieczór ...

Ale po kolei:
  •  "Wieczorne rowerowanie po Białołęce " to projekt zorganizowany przez Filię Białołęckiego Ośrodka Kultury o nazwie "3pokoje z kuchnią"  jako odzew na pomysł jednej z mieszkanek Osiedla - ( pewnej Ani W.) na czynne spędzenie choć jednego wieczoru w tygodniu. Późna pora wynikała z obowiązków w domu, pracy każdego z uczestników oraz aby kto ma poukładać dzieci do snu ;) i mieć chwilę dla siebie.
  • Spotkania odbywają się w środy 
  • Startujemy zawsze spod siedziby "3pokoi" przy ul. Głębockiej 84 (niedaleko znajduje się  wypożyczalnia rowerów miejskich gdyby ktoś nie posiadał własnego).
  • Trasa jest zawsze uzgadniana przez uczestników na poprzednim spotkaniu lub bezpośrednio przed wyjazdem. 
  • Początkowym założeniem były tylko przejażdżki po okolicy, ale szybko okazało się, że Białołęka jest dla nas za mała ;)!

 Przyjść może każdy, kto nie ma innego pomysłu na wieczór a lubi rower. Mimo, że trzon i filar ekipy zwykle bywa niezmienny to z przyjemnością witamy na starcie każdą "świeżą krew" ;)!

 Bardzo szybko organizatorzy zaopatrzyli nas w kamizelki odblaskowe, w projekcie których czynnie uczestniczył jeden z rowerujących z nami kolegów, a widniejące na nich logo brzmi: "3pokoje z rowerem".


 Obsługa wiernie nam kibicuje, w miarę możliwości dokumentuje starty i dba o bezpieczne włączenie się peletonu do ruchu ulicznego.

 Tak więc wspólny trud i pasja rowerowania nas połączyła i zaryzykuję stwierdzenie, że początkowe onieśmielenie zupełnie obcych sobie ludzi powoli zaczęło ustępować miejsca cieniutkiej nici...więzi?...solidarności?...zjednoczenia? która z wyprawy na wyprawę stawała się coraz silniejsza.

 Ciekawa jestem, czy którekolwiek z Nas przypuszczało wtedy:

  •  że tak się rozkręcimy? 
  • że takie dystanse będziemy pokonywać? 
  • że będziemy tak fantastycznie wspólnie spędzać kolejne środowe wieczory?
  • że każde z tych spotkań będzie owocowało coraz to bardziej zwariowanymi pomysłami?
  • i -jak się później okazało-doznaniami estetyczno-kulinarnymi;-)?  Bo ja nie!


 Któregoś razu, gdy trasa została pokonana, organizmy domagały się uzupełnienia elektrolitów a noc wg. nas była jeszcze młoda, postanowiliśmy gdzieś jeszcze wspólnie na chwilę przycupnąć i wyciszyć tętno. Miejscem, którego lokalizacja nam pasowała i które o tej porze było jeszcze czynne okazał się pobliski  "Pub Corner".

Szybko stało się tradycją, że każdorazowo kończymy tam nasze wycieczki ;). Tak więc miejsce spotkań i rozstań jest stałym punktem w programie naszych wypraw, cała reszta zaś to za każdym razem ogromna porcja improwizacji ;)!

 W pewnym momencie samo jeżdżenie przestało nam wystarczać, więc postanowiliśmy na półmetku trasy wpadać na jakieś żarełko, żeby uzupełnić siły i mieć trochę czasu na integrację.
 W końcu okazało się, że nadal mamy niespożyte pokłady energii a głowy pełne szalonych pomysłów, więc wymyśliliśmy zabawę w Smakoszy ;)!

Jakby tego było mało postanowiliśmy nasze opinie i wrażenia wyczynowo-kulinarne zgromadzić w jednym miejscu, stąd pomysł naszego bloga.
 Każdy z nas jest tu twórcą, moderatorem, opiniodawcą, czyli i szefem i pracownikiem, więc wszyscy mamy w tym jednakowy udział ;)!

 My świetnie się bawimy tworząc go i mamy nadzieję Drogi Czytelniku, że równie dobrze Ty będziesz się bawił przy lekturze!

 Zapraszamy do lektury!!!