poniedziałek, 22 lutego 2016

Zima, zima, zima...nasze rowery jeszcze w garażu trzyma :)

Ahoj Rowerowi Smakosze!

Ostatnia wycieczka odbyła się w listopadzie, rowery schowane i pewnie myślicie, że leżymy popołudniami przed tv, obrastamy zimowym tłuszczem i czekamy z utęsknieniem na wiosnę...ale musimy Was zaskoczyć, nic z tego, rowery zostały zamienione na...łyżwy !!!
To był spontan i szybka decyzja...jest zima, musi być zimno :) i musi być sport zimowy.
Jesteśmy już od jakiegoś czasu grupą to i dalej grupowo uprawiamy sport.
Niektórzy po raz pierwszy mieli łyżwy na nogach, niektórzy już trochę jeździli, niektórzy mieli prezenty gwiazdkowe z głowy bo od razu zażyczyli sobie łyżwy pod choinkę i tak się zaczęło.
Szał ogarnął wszystkich a niektórych nawet bardziej, nie Michał :)
Także standardowo wszystkie wtorki mieliśmy zajęte.
Najczęściej (bo najbliżej) wtorki spędzaliśmy (i dalej jeszcze spędzamy) na lodowisku Polonez Osir Targówek. Lodowisko bez szału, bywały dni, że było tak "zryte", że praktycznie jeździło się po śniegu a nie lodzie, ale dawaliśmy radę.


Degustacji raczej żadnych już nie było, sport w czystej postaci i spalanie kalorii, aczkolwiek zdarzały się dni nostalgiczne, w których brakowało nam testowania lokali i wspólnych posiłków (a posiłki podobno scalają...) i jakiś malutki wypad raz czy dwa się zdarzył.

 
Jak już pisałem wcześniej, jeden z nas (czyt. Michał) tak się nakręcił na jazdę (a łyżwy miał pierwszy raz na nogach), że jeździł prawie codziennie i żeby mieć darmowe bilety, zatrudnił się do odśnieżania lodowiska, ha, ha...
 
 
Testowaliśmy i inne lodowiska w całej Warszawie.
Zimowy Narodowy, czad, chyba najlepsze lodowisko w Warszawie...
 

Stegny...


PKiN...

 
A tak wyglądały zarejestrowane nasze trasy na lodowisku - tutaj na Narodowym i ok. 8 km:
 
 

W tym okresie zaliczyliśmy też dni specjalne jak Tłusty Czwartek, tutaj ukłon dla Kasi, która dzielnie na nasze wypady piekła faworki, pączki i dzięki temu Tłusty Czwartek zaczęliśmy we wtorek i obchodziliśmy go chyba jakieś 2 tygodnie.




No i były Ostatki które musiały się zakończyć jakimś wyjściem do lokalu.



Także zima ma również swój urok, ale czekamy już z utęsknieniem na zakończenie "zimowych opadów deszczu", wyciągamy rowery i dalej ku przygodzie, ku nowym smakom.

Czekajcie na kolejne opisy i testy. Mamy nadzieję, że już wkrótce. Nowe miejsca, nowe smaki które chcielibyście poznać :)

Do zobaczenia !