Dziś sobota...
Dzień nieco inny niż zwykle na nasze rowerowanie, ale też sytuacja niecodzienna...
Z ramienia "3Pokoi z kuchnią" zostaliśmy poproszeni o udział w projekcie "Warszawa w Budowie 7" i obwiezienie mieszkańców Śródmieścia po Białołęce. Dla nas to kolejna okazja do spotkania i rowerowych wyczynów, a jeśli dodatkowo można połączyć przyjemne z pożytecznym, więc dlaczego nie? Ruszamy ku nieznanemu...:)
O 13:00 mieliśmy odebrać chętnych spod budynku dawnego Liceum im. Klementyny Hoffmanowej przy ul. Emilii Plater 29 gdzie mieści się wystawa "Spór o odbudowę" i czekał na nas kustosz tejże - Tomek.
Zbiórkę przed "3Pokojami" ustaliliśmy więc na godz. 11:45. I tu się zaczęły maleńkie "schodki"...
Ewa, Krystian i Paweł M. mieli usprawiedliwione nieobecności, ja się stresowałam czy zdążę, bo obowiązki służbowe mi się przeciągały, Renatka niezupełnie zdrowa jeszcze...a reszta...wiadomo: "Cieniasy" ;)! Jedynie Aga ze Sławkiem byli zwarci i gotowi na posterunku o czasie...
Ostatecznie Reni wygrzebała się spod pierzyny , ja " zamknęłam kram " i we czworo, z leciutkim poślizgiem czasowym ruszyliśmy do Centrum.
Tak więc dziś ekipa w proporcjach 3:1, wyjątkowo, bo zwykle to Panowie stanowią przewagę, ale " Błogosławiony między Niewiastami" Sławek nie narzekał i dzielnie trzymał Nasze tempo ;)!
Czas nas troszkę gonił, ale że jesteśmy silnym trzonem naszej ekipy, 20 km podróż zajęła nam godzinkę ;)! Jechaliśmy wzdłuż trasy Toruńskiej, zjazd na lewą stronę Wisły, Słomińskiego, al. Jana Pawła II, kawałek Świętokrzyską i Emilii Plater do celu.
Właściwie to dotarlibyśmy na miejsce szybciej gdyby nie...światła drogowe! Projektant ścieżki rowerowej wzdłuż al. Jana Pawła II miał niemałe poczucie humoru, co rusz przenosząc ją na inną stronę ulicy! Ale nie ma co narzekać: ważne, że w ogóle jest ścieżka, a w studenckim kwadransie spokojnie się zmieściliśmy!
Wjechaliśmy na plac przed szkołą zestresowani -bądź co bądź - spóźnieniem, a tam...pusto! Tylko dwóch panów wolno spacerowało sobie po dziedzińcu, łapiąc promienie jesiennego słoneczka i delektując się cudnymi barwami liści. Podeszli do Nas, przywitali się, upewnili czy to my jesteśmy przewodnikami rowerzystów i wrócili do przerwanej rozmowy...
Cóż...Weszliśmy do środka żeby zgłosić kustoszowi swoją gotowość, a On z przykrością potwierdził nasze przypuszczenia - mimo zgłoszenia udziału nikt ostatecznie nie dotarł. Postanowiliśmy jeszcze chwilę poczekać na ewentualnych maruderów i skorzystać z zaproszenia na kawę.
Jednak czas nie przyniósł oczekiwanych gości...
Ludzie chyba jednak mają sceptyczne podejście do rowerowania o tej porze roku, co widać już na ścieżkach po trasie...Wcześniej trudno było się czasem wyminąć z jadącymi z naprzeciwka, a teraz ścieżki są prawie puste. Spotyka się tylko pojedyncze osoby, ale widać od razu, że nie znaleźli się tutaj przypadkiem - odpowiednio ubrani od chłodu i wiatru widać, że nie chowają roweru do garażu na dziesięć miesięcy, kiedy na kalendarzu kończą się wakacje...
I słusznie! Jesień jest piękna i szkoda z niej nie korzystać! Nasze ścieżki są zwykle pod pięknymi parasolami drzew, a te drzewa wyglądają teraz...ech...Ścieżki puste, słoneczko świeciło cudnie, lekki wiaterek chronił przed przegrzaniem, widoki zapierały dech w piersiach, nie padało więc ryzyko poślizgu niewielkie...Czego chcieć więcej?! Ci, którzy nie skorzystali, jedyne co mogą zrobić to tylko żałować!
Za to czas przyniósł nam niespodziankę ale zupełnie innego rodzaju...otóż...
Zza rogu budynku wyszli spotkani wcześniej dwaj panowie, ale... jeden z nich dźwigał statyw a drugi kamerę telewizyjną! Troszkę nas to zaskoczyło ale zgodziliśmy się na wykorzystanie wizerunku naszych "mustangów" w materiale nagraniowym dla stacji TVP Warszawa, sami również wykonaliśmy kilka fotek zewnętrznej - bardzo interesującej zresztą - instalacji i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Teraz jechaliśmy spokojniej, był czas na to, abyśmy sami mogli zatrzymać się na chwile np. przy Rondzie ONZ gdzie stanął "pomnik" (?) poświęcony naszemu rodzimemu kompozytorowi
czy przy Pawiaku...
Trasę troszkę zmieniliśmy jadąc al. Jana Pawła II, Słomińskiego, Wisłę przekroczyliśmy mostem Gdańskim, Starzyńskiego, św. Wincentego (i tutaj był hard core bo ulica przebiega przy cmentarzu Bródnowskim, a że 1 listopada tuż, tuż to ulica była zakorkowana i musieliśmy wykonywać niezły slalom żeby się przeciskać między samochodami, a że kultura kierowców wobec rowerzystów jest dobrze znana to co chwila ktoś dojeżdżał jak najbliżej krawężnika aby nam utrudnić przejazd więc raz jechaliśmy prawą stroną a raz niestety środkiem ulicy) i później już prosto Głębocką do 3Pokoi.
Na licznikach 35 km.
Był też czas na delektowanie się kolorami jesieni i na osobiste przemyślenia...Troszkę sentymentalnie nas ta jesień nastroiła...Dyskutowaliśmy o tym, że to wcale nie takie oczywiste, że początkowo obcy sobie ludzie (i to wcale nie mała grupa!) mimo jednej wspólnej pasji mogą aż tak się zintegrować...Że znamy przypadki nawet kilkuletnich znajomości ludzi o jednym hobby, którzy mimo doskonałych warunków absolutnie do tej integracji nie dążą...Że mimo, iż nie zawsze wszyscy mogą pogodzić wieczorne rowerowanie z obowiązkami lub uniemożliwia to np. choroba to i tak dążą do tego, żeby choć na chwilę wpaść do Corner'a, żeby się przywitać, bo wiadomo że tam będziemy...I że fajnie, że mamy siebie nawzajem ;)!
Ot, takie Babskie pogaduchy, prawie jak przy kawce ;)!
W 3Pokojach przywitano nas rozpalonym grillem w ogródku, z czego niezwłocznie skorzystaliśmy piekąc na nim kiełbaski i uzupełniając energię, bo przejechane 35 km znacznie uszczupliło jej pokłady...
Po posiłku palenisko przenieśliśmy do ogniska, bo w tak doborowym towarzystwie ( dotarł do Nas również kustosz wystawy, sąsiedzi pracujący przy przy zbiorze plonów z 3Pokojowego ogródka jak i sami pracownicy ) żal było tak wcześnie kończyć wieczór.
Ja będąc zagorzałą harcerką w "fazie spoczynku" z ogromną przyjemnością podjęłam się funkcji "Strażnika Ognia" i miałam niesamowitą frajdę ze zdobywania chrustu i pilnowania ognia, żeby nie zgasł!
Po prostu uznałam, że gotowe drewno do kominka jest profanacją tego wydarzenia, jakim jest prawdziwe ognisko w środku miasta - jak się bawić to się bawić ;)!
Kiedy zrobiło się już dość późno zaczęła się "dobijać" do nas reszta towarzystwa, spragniona wrażeń z wyprawy. Żeby więc tradycji świeckiej stało się zadość udaliśmy się do Corner'a gdzie zdaliśmy relację i zarysowaliśmy plan wycieczki na wtorek! No bo we wtorek nie może nas przecież zabraknąć na ścieżkach rowerowych Warszawy!
A na których będziemy?
O tym na razie szaaaaa ;)!
Do zobaczenia we wtorek !!!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz