Ahoj!
Jesień, kurczę idzie, wielkimi krokami idzie...
Dziś spowita we mgłę...mleczną, gęstą, oplatającą wszystko mgłę...duuużo mgły...
A co za tym idzie - bardzo słaba widoczność...
Że ekipa rowerowa składa się już głównie z kilku wytrwałych Śmiałków, którzy "nie pękają" to już wiecie, ale niektórzy z tzw. "Cieniasów" jeszcze perfidnie próbują ostudzić nasz zapał (żeby nie okazało się, że wymiękają bez powodu ;)!) : bo zimno, bo ciemno, bo późno, bo mgła...ble, ble, ble...
Pod "3Pokojami" zjawiamy się we trójkę, pozostałych dwoje wierzę, że gdyby nie sytuacje losowe również by się stawili dzielnie - jak zawsze!
Plan się rysuje "na spontanie" czyli jest słaba widoczność, więc musi być bezpiecznie, więc poza doskonałym jak zwykle oświetleniem siebie i rowerów musimy jak najbardziej zminimalizować ryzyko jadąc wyłącznie ścieżkami...
Więc kierunek: Centrum? A może Żoliborz? A może jedźmy za Wisłę i dalej zdecydujemy?
Ok...19:30 START!
Jedziemy naszą ulubioną ścieżką wzdłuż ulicy Toruńskiej, most Grota-Roweckiego i zjeżdżamy nad Wisłę gdzie przy Centrum Olimpijskim odbijamy na górę do placu Wilsona.
Jazda - cudna!
Cieplutko, cichutko, spokojnie, temperatura optymalna, bezwietrznie, ścieżki puste...Tylko ta mgła...Nawet dobre oświetlenie na niewiele się zdało, bo mleko otaczało nas ze wszech stron już na odległości ok 5 metrów...ale wrażenia estetyczne - bezcenne!
Lampy na moście zdawały się wynurzać wprost ze sklepienia nieba - pojawiać się i kończyć nagle...znikąd...donikąd...
Mgła otulała nasze postacie zewsząd...jechaliśmy powoli, orientując się w terenie raczej dzięki dobrej pamięci...żadne znaki czy drodowskazy nie były dziś naszymi sprzymierzeńcami...
Momentami mieliśmy wrażenie, że przed kolizją ratuje nas tylko znajomość siebie i swoich możliwości, pilnowaliśmy siebie i uważaliśmy na siebie nawzajem...Wyprawa tyle samo co piękna, tyle samo niebezpieczna...
Przy Placu Wilsona okazało się, że teraz są tu głównie same restauracje z tzw."wyższej półki, czyli coś co nas nie kręci jako lokale dla rowerzystów. Był też Armit Kebab, a że kebab był w ubiegłym tygodniu postanowiliśmy poszukać jakiejś alternatywy. Ale co, jedziemy do Centrum i tam szukamy? I nagle!- światełko w tunelu (mimo gęstej mgły:)!) - tutaj niedaleko jest fajny pub, klubik, może jeszcze istnieje? może tam pojedziemy? Nie byliśmy jeszcze w takim miejscu bo zawsze, jakieś knajpki wybieramy! Pewnie nic tam nie zjemy, ale wtedy najwyżej nadrobimy w Cornerze z ich świetnymi skrzydełkami :)!
Dojechaliśmy, znaleźliśmy, klub jest na swoim miejscu czyli PraCoVnia art club!
Tak jak przewidywaliśmy do jedzenia były tylko paluszki, ale za to duży wybór wszelakich napoi. Z głośników sączy się nastrojowa muzyczka, przygaszone oświetlenie, dużo kanap i foteli, więc zamawiamy po oranżadce, rozwalamy się na wygodnych kanapach i gadamy i pijemy i gadamy i pijemy i gadamy i pijemy...jest cool...
Miła taka chwila lenistwa po wysiłku w takim towarzystwie :)
Siedziało nam się świetnie, ale już dostawaliśmy sygnały, że ludzie w Cornerze na nas czekają, więc pora była ruszać z powrotem. Jechaliśmy od Marymontu cały czas nową ścieżką wzdłuż alei Armii Krajowej i ulicy Toruńskiej do Cornera.
Całość drogi wyniosła ok. 25 km.
W drodze powrotnej natura znów nas zmusiła do pokory - widoczność spadła do ok 2 metrów, na ścieżce nie było widać nawet zakrętów, wszelkie zjazdy i ostre łuki byłyby katastrofą gdyby nie to, że znaliśmy już je prawie na pamięć...No i przyczepność spadła okropnie, mimo iż teoretycznie podłoże było suche...
Na osiedle Derby wjeżdżaliśmy w egipskich ciemnościach...mimo wszystkich lamp, które się świeciły...nasze lampki rowerowe służyły chyba jedynie za sygnalizację, że ktoś jest na drodze ( przy-najm-niej mamy taką nadzieję!), bo my nie mieliśmy z nich żadnego pożytku...
W końcu cel drogi..bezpieczni, cali, zdrowi i zadowoleni z - bądź co bądź bardzo przyjemnej wyprawy - dołączyliśmy do czekających na nas Renaty i Pawła R.
Trochę głodni postawiliśmy dziś na kurczaka w panierce i frytki - należało nam sie;)!
Uzupełniliśmy więc energię fizyczną kaloriami a psychiczną dobrym towarzystwem i po raz kolejny tego wieczoru zanurzyliśmy się we mgłę...
Do zobaczenia za tydzień !!!









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz