Tydzień temu trochę przesadziliśmy - trasa długa i męcząca no i ceny niezbyt przyjazne. Zatem na dziś zaplanowaliśmy mało wymagającą przejażdżkę w połączeniu z nieco bardziej budżetowym żywieniem. Ale nie obawiajcie się - nie skończyliśmy na parkingu przed Biedronką z parówkami w łapkach :P
Startujemy tradycyjnie z 3Pokoi z Kuchnią. Jedziemy wzdłuż Trasy Toruńskiej, Marywilską, Płochocińską, Modlińską, Świderską, Światowida i w końcu wałem Wiślanym.
Z ciekawostek - bo pewnie niewielu z Was o tym wie - wał ten został zbudowany podczas drugiej wojny światowej rękami Żydów z obozu pracy, który prawdopodobnie znajdował się właśnie na Tarchominie. Szacuje się, że podczas prac przy usypywaniu wału życie straciło ok. 1200-1500 ludzi, których szczątki zostały - mówiąc wprost - zakopane w tymże wale.
Kiedy budowa wału została ukończona, obóz pracy został zlikwidowany a ludność żydowska, której udało się przeżyć, rozstrzelana lub wywieziona do getta.
Dziś na wale wiślanym mamy urokliwą trasę spacerową i rowerową, po której nie widać nawet cienia jej mrocznej historii.
A my z wału zjeżdżamy wprost do celu naszej dzisiejszej wyprawy.
Wodnik Szuwarek na Nowodworach - od razu się przyznam, że wracam do tego miejsca z dużym senstymentem - pamiętam czasy, kiedy w tym miejscu (a także większości jemu podobnych, dziś gęsto zabudowanych miejsc w okolicy) było puste pole. Pamiętam czasy, kiedy Wodnik Szuwarek nieśmiało otwierał się z kilkoma stolikami - trudno było przeoczyć ten proces, biorąc pod uwagę, że podobnych przybytków na Tarchominie czy Nowodworach było jak na lekarstwo.
Dlatego tym bardziej cieszy, kiedy obiekt - nie da się ukryć - sezonowy znakomicie prosperuje i niemal z roku na rok się coraz mocniej rozwija.
Ale dość wspominania, czas na rzetelną relację :)
Cały teren jest bardzo duży i znakomicie zagospodarowany - wygodnie przyjeżdża się na rowerze, jest wystarczająco miejsca między stolikami, żeby poustawiać swoje maszyny. Jest także spora część przeznaczona na plac zabaw dla najmłodszych. Całość utrzymana jest w surowej, drewnianej stylistyce, sprawiającej wrażenie raczej ciężkiej i dość topornej.
Menu - typowo, grillowo, nic zaskakującego - poprawnie.
Jedzenie ok, ceny też ok. Dobre miejsce na spędzenie odrobiny czasu z rodziną czy przyjaciółmi na łonie natury przy przyzwoitym jedzeniu, bez ryzyka bankructwa. Miejsce bardzo poprawne, aczkolwiek kuchnia niewyszukana i bez fajerewerków. Można wpaść na kawał porządnej kiełbachy:)
Po kiełbasce rowerowało nam się znakomicie z powrotem Odkrytą, Ordonówny, Mehoffera, wiaduktem nad stacją PKP Choszczówka, i dalej koło aresztu, Hemara, Ostródzką, prostu do pubu Corner z wynikiem 30,5 km.
Do zobaczenia za tydzień!
OCENA:
Wystrój
|
5 kółek
|
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
|
4 kółka
|
Wielkość porcji
|
5 kółek
|
Jakość i smak potraw
|
4 kółka
|
Ceny
|
4 kółka
|


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz