Uwielbiamy food trucki!
Przy każdej okazji - mniejszej lub większej imprezy tego typu - staramy się być i testować nowe smaki.
I uwielbiamy burgery!
No dobra, ja uwielbiam bardziej ;)
Całkiem naturalne zatem było, iż postanowiłam namówić naszych nowych rowerowych znajomych na popołudniową wycieczkę na tegoroczne Żarcie na kółkach. Zresztą my sami często jesteśmy Nażarci na kółkach, więc nie mogło, no nie mogło nas tam zabraknąć.
Tym razem postanowiliśmy spróbować burgera zeszłorocznego zwycięzcy, czyli Kill Grill Burger & Sandwich Bar. Rok temu byliśmy absolutnie zachwyceni truckiem car city burger, który na festiwalu zajął trzecie miejsce i który - ku naszej niemalże rozpaczy - zakończył swoją gastronomiczną działalność w styczniu tego roku. Robili najlepsze burgery świata - serio, serio. Nazywały się Kara Doquro i były piekielnie ostre - zawsze zamawiałam dodatkową habanero :)
Ale wróćmy do naszego burgera - obydwoje wybraliśmy The Best Kill Grill Burger - wołowinie towarzyszył kozi ser, rukola, czerwona karmelizowana cebulka i autorski sos na bazie czerwonego wina. Jeśli uważnie czytacie bloga, wiecie już, że to moje smaki ;) No ale na tym euforia się kończy.
Najmniej udana okazała się bułka - zimna i wysuszona; gdzieniegdzie przeszła na wylot sosem przypominając rozmoczony papier. No niefajnie.
No i sos - rzadki i w takiej ilości, że ściekał jak szalony. Do tego elementy składowe burgera rozsypywały się we wszystkie strony świata, przez co zjedzenie tego smakołyku wymagało nie lada ekwilibrystyki. A te wszystkie atrakcje za 26 złotych.
Został lekki niedosyt, jeszcze bym się czymś dożarła :)
Paweł polecił mi trucka Gold Digger - kiedyś próbował i rekomendował. Wzięliśmy zatem burgera klasycznego z serem na pół. I nie wiem, jak to jest możliwe, ale smak wołowiny kompletnie odbiegał od smaku wołowiny z Kill Grill'a. Był zupełnie inny, ale naprawdę smakowity.
Dużym bonusem w złotym trucku był brak kolejki :)
No tak, kolejki - największy minus takich imprez. Dlatego z Pawłem (w końcu razem na dobre i na złe) dzielimy się także kolejkami. Kiedy on odstał swoje 20 minut po best burgera, który finalnie bestem nie był, jak równocześnie odstałam swoje 20 minut po lemoniadę. Fresh Bike oferuje przepyszną lemoniadę na cukrze trzcinowym, wzbogaconą o świeży imbir (obok oczywistej cytryny z miętą) w dość akceptowalnej cenie - 7 złotych. Lemoniada do burgera musi być!
Jakie wnioski z tej przygody? Sławek napisał "nie wszystko złoto, co się świeci" - tym razem złoto się zaświeciło i to Gold Digger - mimo wyraźnie mniejszego burgera - bardziej nas uwiódł smakiem.
A poza tym... nadal będziemy poszukiwać smaku, który dorówna sztuce burgerowania chłopaków z car city burger. Byli najlepsi, choćby nie wiem, co!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz