środa, 16 września 2015

Wycieczka nr 15: Nie ma cwaniaka nad Warszawiaka czyli Szynk Praski

Ahoj Rowerowi Smakosze !!!

Środa, środunia, środuniunia...czyli czas rowerunia :)))

Dzisiaj w planie wycieczka na Pragę na Stalową. Chcemy zobaczyć co Prażanie robią wieczorami, posłuchać gwary warszawskiej i posmakować kuchni staropolskiej czyli wpadniemy do lokalu Szynk Praski

Jak to śpiewała Kapela Praska:

"Rzuć bracie blagę i chodź na Pragę
Weź grubą lagę, melonik tyż!
Zobaczysz w trawie dziewczynki nagie,
Każda na wagę ma to co wisz!
Byle łamagie i babe Jage
U nas się bierze pod żeberko i za kark
Więc podnieś flagie, weź na odwagie
I chodź na Pragę pod Luna Park."

Już pewnie wiecie skąd startujemy...no skąd?...no właśnie z pod "3pokoi z kuchnią" naszego ulubionego miejsca startu :)



Zastawa dziś się zebrała w ilości 7 osób, same morduchny.

Postanowiliśmy pojechać wzdłuż kanałku Bródnowskiego. Od ulicy Kondratowicza zaczyna się piękny deptak, oświetlony, liczne kładki, ławeczki i takie tam. Deptak ciągnie się prawie do ulicy Radzymińskiej. Warto się tędy przejechać lub pospacerować. A później już wzdłuż ulicy Radzymińskiej na Stalową.

Dotarliśmy...




Rydwany zaparkowane w miarę możliwości...


Na zewnątrz tylko dwa stoliki, nie ma możliwości wystawienia więcej bo wąskie chodniki i nie byłoby przejścia. Ale dajemy radę :) 


Wchodzimy do lokalu a tam rejwach jakby jaki jubel był, na stołach napełnione partytury.
Lokal ciepły i klimatyczny, na ścianach jakieś landszafty.



Starszy przynosi kartę dań...


Kilka stron, dania kuchni staropolskiej i nie tylko, wyszukane nazwy dań jak "pipki gęsie...", "czarny fiut..." (niestety czarnych dydochów nie było :))) oraz obszerna lista piw z przewagą na czeskie tak po warszawsku :), szczególnie zainteresowało nas piwo z niezwykłą ceną...



Jak po warszawsku to po warszawsku wybieramy pyzy w słoiku jak jeden mąż tylko jedna osoba zaszalała i wybrała...placki ziemniaczane, iście po warszawsku :)
Zamówienie składamy przy barze bo starszy jest w rejwachu.
Każdy bierze piter i od razu płaci kapuchę aby było szybciej.

 
Po 20 minutach starszy przynosi szamę w postaci pyz w słoikach okraszonych skwarkami.



A bo bym zapomniał...placki też :)



Trochę trąca to malizną ale w końcu w karcie to tylko przystawka ale za 14,90 zeta.
Ale ganc pomada trzeba futrować i ocenić smak.
Każdy zaczyna wtrajać i widać po minach, że coś nie halo...skwarki pyszne, świeże jakby ze świń z wolnego wybiegu :))) ale pyzy...twardawe, suche jakby garkotłuk wsypał za dużo mąki, mimo wszystko rozczarowanie, liczyliśmy na dawne pyzy z różyca, ale niestety...Jak reszta dań? to trzeba już sprawdzić samemu.
Szybkie spojrzenie na sikory i niestety trzeba wracać na chawirę.
Przed wyjazdem zagadał do nas miły Pan Tadeusz który opowiedział nam krótką kabałkę o sobie i swoich wspomnieniach.
Pozdrawiamy gorąco Panie Tadeuszu !!!

Wracamy Stalową, w bramie co jakiś czas jakiś kizior później do ronda Żaba, wzdłuż parku sztywnych i chawira i grzęda.

Trasa dzisiaj tylko 20 km.



PS. w tekście użyto wyrazy z gwary warszawskiej...

Do zobaczenia za tydzień w nowych smakach...

OCENA:
                                                                                                 
Wystrój
4 kółka
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
3 kółka
Wielkość porcji
3 kółka
Jakość i smak potraw
2 kółka
Ceny
3 kółka




3 komentarze:

  1. Świetny opis, niebanalny, Warszawa żyje... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Placki były zacne (ja nie jadam pyzuff; -/! ) - świeże, chrupiące, przyprawione delikatnie ale treściwie...W sosiku przewaga pieczarek choć obiecywali również inne grzybki, ale wiadomo - susza w tym roku więc się nie czepiajmy....I na co Wam te pyzy były - się pytam?! Dla SŁOIKÓW ;-)?

    OdpowiedzUsuń