Środa, środunia, środuniunia...czyli czas rowerunia :)))
Dzisiaj w planie wycieczka na Pragę na Stalową. Chcemy zobaczyć co Prażanie robią wieczorami, posłuchać gwary warszawskiej i posmakować kuchni staropolskiej czyli wpadniemy do lokalu Szynk Praski
Jak to śpiewała Kapela Praska:
"Rzuć bracie blagę i chodź na Pragę
Weź grubą lagę, melonik tyż!
Zobaczysz w trawie dziewczynki nagie,
Każda na wagę ma to co wisz!
Byle łamagie i babe Jage
U nas się bierze pod żeberko i za kark
Więc podnieś flagie, weź na odwagie
I chodź na Pragę pod Luna Park."
Już pewnie wiecie skąd startujemy...no skąd?...no właśnie z pod "3pokoi z kuchnią" naszego ulubionego miejsca startu :)
Zastawa dziś się zebrała w ilości 7 osób, same morduchny.
Postanowiliśmy pojechać wzdłuż kanałku Bródnowskiego. Od ulicy Kondratowicza zaczyna się piękny deptak, oświetlony, liczne kładki, ławeczki i takie tam. Deptak ciągnie się prawie do ulicy Radzymińskiej. Warto się tędy przejechać lub pospacerować. A później już wzdłuż ulicy Radzymińskiej na Stalową.
Dotarliśmy...
Rydwany zaparkowane w miarę możliwości...
Na zewnątrz tylko dwa stoliki, nie ma możliwości wystawienia więcej bo wąskie chodniki i nie byłoby przejścia. Ale dajemy radę :)
Wchodzimy do lokalu a tam rejwach jakby jaki jubel był, na stołach napełnione partytury.
Lokal ciepły i klimatyczny, na ścianach jakieś landszafty.
Starszy przynosi kartę dań...
Kilka stron, dania kuchni staropolskiej i nie tylko, wyszukane nazwy dań jak "pipki gęsie...", "czarny fiut..." (niestety czarnych dydochów nie było :))) oraz obszerna lista piw z przewagą na czeskie tak po warszawsku :), szczególnie zainteresowało nas piwo z niezwykłą ceną...
Jak po warszawsku to po warszawsku wybieramy pyzy w słoiku jak jeden mąż tylko jedna osoba zaszalała i wybrała...placki ziemniaczane, iście po warszawsku :)
Zamówienie składamy przy barze bo starszy jest w rejwachu.
Każdy bierze piter i od razu płaci kapuchę aby było szybciej.
A bo bym zapomniał...placki też :)
Trochę trąca to malizną ale w końcu w karcie to tylko przystawka ale za 14,90 zeta.
Ale ganc pomada trzeba futrować i ocenić smak.
Każdy zaczyna wtrajać i widać po minach, że coś nie halo...skwarki pyszne, świeże jakby ze świń z wolnego wybiegu :))) ale pyzy...twardawe, suche jakby garkotłuk wsypał za dużo mąki, mimo wszystko rozczarowanie, liczyliśmy na dawne pyzy z różyca, ale niestety...Jak reszta dań? to trzeba już sprawdzić samemu.
Szybkie spojrzenie na sikory i niestety trzeba wracać na chawirę.
Przed wyjazdem zagadał do nas miły Pan Tadeusz który opowiedział nam krótką kabałkę o sobie i swoich wspomnieniach.
Pozdrawiamy gorąco Panie Tadeuszu !!!
Wracamy Stalową, w bramie co jakiś czas jakiś kizior później do ronda Żaba, wzdłuż parku sztywnych i chawira i grzęda.
Trasa dzisiaj tylko 20 km.
PS. w tekście użyto wyrazy z gwary warszawskiej...
Do zobaczenia za tydzień w nowych smakach...
OCENA:
Wystrój
|
4 kółka
|
Jakość obsługi i szybkość zamówienia
|
3 kółka
|
Wielkość porcji
|
3 kółka
|
Jakość i smak potraw
|
2 kółka
|
Ceny
|
3 kółka
|













No i fajno :)
OdpowiedzUsuńŚwietny opis, niebanalny, Warszawa żyje... :)
OdpowiedzUsuńPlacki były zacne (ja nie jadam pyzuff; -/! ) - świeże, chrupiące, przyprawione delikatnie ale treściwie...W sosiku przewaga pieczarek choć obiecywali również inne grzybki, ale wiadomo - susza w tym roku więc się nie czepiajmy....I na co Wam te pyzy były - się pytam?! Dla SŁOIKÓW ;-)?
OdpowiedzUsuń