środa, 17 czerwca 2015

Wycieczka nr 1 -Kobiałka

 Czyli jeszcze raz: środa wieczór,dzwoni mój telefon:
-"Jesteś dziś w pracy do 21:00?"
-"No tak."
-"Rowerem przyjechałaś? "
-"No tak."
-"To urwij się chwilę wcześniej, wpadnij do mnie, to pojeździmy sobie dziś razem!"
-"No dobra."
 Zrobiłam jak prosiła, a Ona wzięła ze sobą syna, zamocowała światełka do swojego roweru i pojechała przodem z tajemniczą miną. Tak więc przypadkiem zostałam wrobiona, bo Ona zna mnie trochę i wie, że choć nie każdego można sprowokować do wszystkiego, to mnie przy dobrym podejściu da się czasem przekonać. No bo kto inny jak nie ja, zgodziłby się z Nią jeździć do towarzystwa ciemną nocą po lesie ;)?

 Przyjechało jeszcze kilka osób-w sumie było nas ośmioro.
Wszyscy pełni zapału, gotowi na wyzwania a jednocześnie niezbyt pewni, czy taka forma "relaksu" się sprawdzi na dłuższą metę...Ale również  (wg. mnie oczywiście ) dało się odnieść wrażenie, że krąży pomiędzy nami rodzaj onieśmielenia-nie znaliśmy się przecież...Ania tylko cichutko się przyznała, że to  był Jej pomysł.
 Padło pytanie: "Dokąd jedziemy?"
Zaczęliśmy rozmawiać o trasach, które znamy, a że nie wszyscy znali swoje możliwości w przeliczeniu na kilometry i kondycję, to padła propozycja: "Kobiałka"- trasa najbliższa, każdy tam był choćby na spacerze i każdy wiedział czego mniej-więcej się spodziewać.Ruszyliśmy...

 Szybko się jednak okazało, jak kreatywni potrafimy być ;) -chyba już przy drugim bodajże rozjeździe postanowiliśmy posprawdzać inne ścieżki! I tak zjeździliśmy tę Kobiałkę wzdłuż i wszerz! Na skrzyżowaniach robiliśmy naradę i gnaliśmy dalej...w  sumie 16 kilometrów.
 Kiedy czuliśmy zmęczenie-robiliśmy postój na wyrównanie oddechu i nawodnienie organizmu.
 Kiedy trzeba było komuś np. podkręcić przerzutki czy cokolwiek innego się wydarzyło -zjeżdżaliśmy na pobocze i rozwiązywaliśmy problem.
 Spowici egipskimi już ciemnościami (dochodziła 22:30), zmęczeni ale dumni z własnych - dla niektórych wielkich-osiągnięć tego wieczoru, smagani rzeźkim, wieczornym wiaterkiem, pruliśmy boczną drogą do domu. Uskrzydlała nas wizja gorącej kąpieli i cieplutkich łóżeczek, które były tuż, tuż...
 Ostatni postój był na ostatnim rozjeździe-określiliśmy przejechany dystans, zgodnie stwierdziliśmy, że nam się podoba i chcemy jeszcze i ze słowami : "Do zobaczenia za tydzień,w tym samym miejscu, o tej samej porze!" każdy ruszył w swoją stronę.

 Moje wiodące wspomnienia z tego pierwszego rowerowania są być może chaotyczne i dziwne, może trochę głupawe ;), ale dla mnie sentymentalnie ważne (jak to zwykle z "pierwszym  razem" bywa ;-p)!
 Więc po pierwszej myśli na miejscu spotkania ("Czy Cię powaliło na starość? ") szybko się ogarnęłam zakładając, że jak nie spróbuję to mogę żałować i że tak czy inaczej bez walki się nie poddam ;)! Potem do znudzenia marudziłam,  że wszędzie teraz łażą dziki i co będzie jak trafimy na stado? Paweł R. cierpliwie mnie pocieszał, że ta wątpliwa przyjemność na pewno nas ominie, a ja mimo to, gdy przejeżdżaliśmy obok zarośli czy lasu, wbijałam się w środek peletonu i trwożnie patrzyłam w ciemność ;)!
 Zachwyciła i urzekła mnie "wolność w grupie"-mimo, iż tworzyliśmy  tymczasową społeczność, to mogłam jechać moim własnym tempem, zwolnić i pogawędzić z kimś obok lub przyśpieszyć żeby uwolnić emocje albo delikatnie odbić od innych, by móc pobyć sama ze swoimi myślami...
 Z biegiem trasy mile zaskoczyło mnie zjawisko zanikania dystansu między nami: każdy z uczestników okazał się fantastycznym, życzliwym, ciepłym człowiekiem, otwartym na drugiego, wszyscy byliśmy sobie równi, bo łączyła nas wspólna pasja: rowery...Na koniec miałam niesamowitą frajdę z tego, że dałam radę, że tę trasę pokonałam bez wysiłku, a tym samym otwierało mi to szansę na udział w kolejnych wyprawach, możliwość poznania nowych szlaków i okolic. No i ta lekkość po zejściu z roweru: ten rodzaj zmęczenia, który paradoksalnie dodaje energii-znacie to :)?

Datę kolejnego rowerowania zaznaczyłam sobie w kalendarzu, żeby nie zapomnieć i z przyjemnością czekałam na środę!
  Ps. DZIKÓW NIE SPOTKALIŚMY; -)!
                                                               

1 komentarz:

  1. Ps.1 DZIKI w końcu SPOTKALIŚMY ;)! ...na 16-tym rowerowaniu...w środku miasta,a nie w żadnym lesie...Było...szybkie tempo ewakuacji ; -)!

    OdpowiedzUsuń